Zapach jabłka

Zapach jabłka

Pamięci Mistrza Bronisława Chyły

Wieczory środowe w naszym domu uświęcone były pewną tradycją. Co tydzień mój ojciec po przyjściu z pracy szybko zjadał obiad, po czym wyciągał z komódki metalowe pudełko z farbami, pędzle i pachnącą terpentyną buteleczkę z ciemnego szkła, w pośpiechu pakował to wszystko do wielkiej skórzanej torby i wychodził. Moja mama miała umysł matematyka i ekonomisty. Kiedy była czymś zdenerwowana mówiła, że ojciec traci środowy czas. Nie bardzo chciało mi się wierzyć, żeby z farbami w torbie można było ponieść jakąkolwiek stratę. Podejrzewałam, że ojciec wychodzi z domu do jakiegoś tajemniczego miejsca żeby malować. Przeczucia nie zawiodły mnie. W pewne środowe popołudnie jak zwykle wrzucił do swej czarnej torby malarskie akcesoria. Włożył do niej jeszcze kilka moich obrazków i zakomunikował, że zabiera mnie ze sobą. Tę szczęśliwą dla mnie chwilę poprzedziło jednak pewne dosyć zabawne wydarzenie, którego w żaden sposób nie mogę tutaj pominąć.

Kilka dni wcześniej poprosiłam mamę, żeby narysowała misia Puchatka z mojej ulubionej bajki. Przyglądałam się przez jakiś czas jej mozolnej pracy z ołówkiem, gumką i kredkami. Jeszcze raz spojrzałam na kartkę i zaniosłam się histerycznym śmiechem. Moja mama – przestraszona wypiekami na mojej buzi – pobiegła do telefonu, by wezwać zaprzyjaźnionego z naszą rodziną lekarza. Gdy ten pojawił się niebawem, ja skakałam wesoło w łóżeczku całkowicie „uzdrowiona”. Ścianę natomiast zdobił rysunek niedźwiadka tak wielkiego, jak tylko pozwalała na to rozpiętość rączek trzyletniego dziecka. Tamtego pamiętnego wieczoru rodzice długo rozmawiali o moich malunkach i fascynacji kolorami. Myślę, że efektem ich sporów były moje pierwsze odwiedziny w pracowni malarskiej mieszczącej się w Ratuszu, w której mój ojciec spotykał się z artystami legnickimi i malował. Czytaj dalej

Udostępnij to:

Prawdziwa historia, jak z bajki wycięta.

Jiddu Krishnamurti urodził się w 1895 roku w rodzinie bramińskiej, na południu Indii w Madanapalle koło Madrasu. W młodości nie interesował się ani teozofią, ani też ludźmi, którzy przyjeżdżali z Zachodu, by doświadczać mistycznych przeżyć Orientu. Zachowywał dystans wobec systemów religijnych i filozoficznych. Jednak na jego duchowy rozwój przemożny wpływ wywarło założone w 1875 roku przez Helenę Bławatską Międzynarodowe Towarzystwo Teozoficzne, do którego zadań pierwotnie należało: zjednoczenie ludzi zajmujących się spirytyzmem; analiza porównawcza różnych religii; badania „paranormalnych” stanów ludzkiej psychiki. Z czasem jednak charakter Towarzystwa przekształcił się z para-psychologicznego i filozoficznego w religijno-kultowy.

Po śmierci założycielki Towarzystwa przedstawiciele władz: Charles Leadbeater oraz Anna Besant rozpoczęli poszukiwania Nauczyciele Świata, który – według ich przekonania – miał przebywać w „ciele Buddy” i w owym czasie odrodzić się. Za inkarnację Mesjasza uznano właśnie Jiddu Krishnamurtiego, ujawniał on bowiem pewne zdolności parapsychiczne. Będąc wcześnie osierocony przez matkę, zamieszkał z bratem i ojcem, obejmującym w 1908 roku posadę zastępcy sekretarza Towarzystwa, w głównej jego kwaterze w Adjarze. W 1911 roku specjalnie dla Krishnamurtiego powołano Zakon Gwiazdy Wschodu. W nim wszelkie działania podporządkowano przygotowaniu młodego ucznia do roli Nauczyciela Świata. Czytaj dalej

Udostępnij to: