Haiku po polsku… (2)

haiku po polsku – blizny roztęczania snów – prześwitem światło,
Wrocław 2016, Wydawnictwo: „Akademia Pióra”,
redakcja: Mirosław Gontarski
stron: 90,
okładka miękka,
ISBN: 978-83-943544-5-9.

W zbiorze umieszczono 46 haiku, Wstęp i Wprowadzenie. Tomik Wstępem: Haiku po polsku – wyzwanie twórcy i czytelnika opatrzył Mirosław Jerzy Gontarski. 

Oto fragment Wstępu:

Haiku po polsku – wyzwanie twórcy i czytelnika

* * *

Mając w ręku drugi tom haiku po polsku… Aliny Bernadetty Jagiełłowicz nie sposób nie zauważyć u niej kontynuacji myśli Ruchu Pilleus. Po pierwsze, czynnie uczestniczyła w organizowanych na przełomie wieków XX i XXI Ogólnopolskich Warsztatach Haiku. Po drugie, Autorka jest legniczanką i znała osobiście Feliksa Chrzanowskiego-Szutę. Ich wielokrotne dyskusje nad filozoficznymi aspektami twórczości, nad istotą innowacyjności w poezji czy wreszcie nad sensem pisania haiku po polsku zaowocowały – po latach – wydaniem przez Autorkę dotąd dwóch tomików haiku. Jagiełłowicz jest świadoma wieloletniej dyskusji nad możliwością pisania haiku w naszym języku. Jej propozycja to „haiku po polsku”, która wpisuje się w myśl Ruchu Pilleus. Jej propozycja jest kolejnym głosem w dyskusji nad możliwością adopcji japońskiego haiku w polskiej kulturze literackiej. Jeszcze nie powstał – ale to pewnie kwestia czasu – teoretyczny zarys „haiku po polsku”. Ciekawe czy fakt, iż Autorka jest malarką zaważył nad decyzją pisania haiku? Widać w tej mutacji (polskiego) haiku poważny wpływ osobowości Autorki na treść utworu. To zauważalna różnica haiku po polsku od haiku klasycznego, w którym autor zdaje się „schodzić na drugi plan”. Ale nie zapominajmy, że Autorka jest filozofem. Opublikowała książki i pisze naukowe teksty i eseje z zakresu filozofii ochrony zdrowia i aksjologii. W codziennym namyśle zmaga się z wartościami. O tych wartościach filozofuje także w haiku. Kto wie, czy właśnie haiku nie stanie się kolejną formą filozofowania. Tym bardziej, że Alina Jagiełłowicz wyraźnie zaznacza, że filozofowanie nie jest pracą stricte naukową, lecz aktem twórczym.

***

Uczeń Bashō napisał haiku:

Czerwona łątka

odjąć jej tylko skrzydła:

strączek papryki!

Mistrz wysłuchał ucznia, ale nie zgodził się na uśmiercenie łątki i przestawił wersy tekstu. Zaproponował:

Strączek papryki

przydasz mu tylko skrzydła:

czerwona łątka!

Tak. Wydawać by się mogło wiersz skończony zawsze można poprawić. Obraz namalowany w haiku zawsze można „namalować” nie tylko inaczej, ale nawet lepiej. Niby to oczywistość, ale w tej anegdocie jest jeszcze jedna godna zapamiętania prawda. Otóż Mistrz wskazał (nie tylko uczniowi) na wagę wartości, którymi haijin nie tylko powinien żyć, ale – przede wszystkim – którymi powinien być! Żeby napisać o miłości, trzeba miłością być!

Niech to będzie przestrogą i radą dla przyszłych adeptów haiku!

Udostępnij to:

Infiltracja kultur…

Infiltracja kultur w dobie postępującej globalizacji
Infiltracja kultur w dobie postępującej globalizacji

 

 

 

 

Infiltracja kultur w dobie postępującej globalizacji, Wrocław 2016, Wydawnictwo: „Akademia Pióra”,
redakcja naukowa: Alina Jagiełłowicz i Andrzej Drohomirecki
stron: 228,
okładka miękka,
ISBN: 978-83-943544-1-1.

W monografii opublikowałam artykuł: Rozwinąć skrzydła bogini Iris, s. 11-25 oraz trzy haiku – na stronach 215-216.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Download the PDF file .


Download the PDF file .


Download the PDF file .


Udostępnij to:

Haiku po polsku…

Haiku po polsku

haiku po polsku – pod skórką pomarańczy – dojrzewanie serc, Wrocław 2016, Wydawnictwo: „Akademia Pióra”,
redakcja: Mirosław Gontarski
stron: 88,
okładka miękka,
ISBN: 978-83-943544-2-8.

W zbiorze umieszczono 54 haiku i Wprowadzenie. Tomik Posłowiem opatrzyła prof. Maria Szyszkowska. 

Oto fragment Wprowadzenia:

Wprowadzenie: Niewielka rzecz o uszczęśliwianiu wierszem pisanym kolorami
* * *

Dla wielu polskich Czytelników japońska sztuka poetyzowania w formie haiku może być nieznana. Natomiast ci, którzy znają haiku, mogą je traktować jako pochodzące z innego i dlatego niezrozumiałego kręgu kulturowego, jako całkowicie oderwane od aktualizującej się w ICH życiu rzeczywistości. A rozumieją rzeczywistość jako ciąg zdarzeń rozwijających się liniowo, zmierzających nieuchronnie do swego ziemskiego kresu. Mogą się oni czuć nieswojo w otoczeniu poezji bardzo intymnej, tworzonej podczas medytacji i stanowiącej zapis doznanego przez artystę olśnienia.
Wskazać w tym miejscu wypada na fakt kulturowej „obcości”, wyrażającej się w specyficznej, umysłowej oraz religijnej i duchowej, konceptualizacji świata. Na Zachodzie zwykło się ją wiązać ze zjawiskami nierozpoznawalnymi rozumem i zmysłami – trudnymi do zidentyfikowania odmiennymi stanami świadomości, stymulowanymi przez tzw. mentalność „człowieka Dalekiego Wschodu” i niemożliwymi do osiągnięcia przez człowieka ukształtowanego w kulturowym zachodnim obszarze. Również ze względu na przywiązanie do rodzimych wartości i wzorców, dookreślanych szczególnie przez tradycję religijną, istnieje możliwość wrogiego nastawienia do aktów kreacji, w których twórca jest zainspirowany odrębnymi ideałami światopoglądowymi, modelami życia, przekonaniami, celami. Jednak brak akceptacji dla tej twórczości, w skrajnych przypadkach wrogość, są – w moim przekonaniu – całkowicie nieusprawiedliwione i zbędne, bowiem sztuka rządzi się prawidłami ponad-ideologicznymi, czerpiąc natchnienie z wartości uniwersalnych.
Celem tego Wprowadzenia nie jest społeczno-kulturowa diagnoza, dzięki której w sposób ostateczny rozstrzygniemy, dlaczego „człowiek Zachodu” lęka się konfrontacji z „nieznanym” obcej kultury, czy też z jakiego powodu ulega on stereotypowi kartezjańskiego cogito oddzielającego substancję myślącą od czującej i nie potrafi tak, jak czyni to „człowiek Dalekiego Wschodu”, bezpośrednio doświadczać życia: doznawać siebie i rzeczy jako pewnych całości, niewidzialnymi „nićmi” powiązanych z Kosmosem, i pragnąć powrotu do Prajedni (rozpłynięcia się w niej). A przecież nie mówię tu jedynie o werbalnej holistycznej interpretacji świata, lecz o życiu samym.
Nie zamierzam też – podążając tropem przemyśleń Ludwiga Wittgensteina – formułować programu filozoficznej terapii. W tym miejscu poddaję jedynie w wątpliwość szansę „człowieka Zachodu” (poza wyjątkami, mimo wszystko nielicznymi) na przekroczenie ograniczeń jego opętanego przez słowa umysłu. Z pewną dozą niedowierzania zastanawiam się nad możliwością intuicyjnego wglądu tego człowieka w rzecz samą, następnie – przypisania oraz opisania walorów oraz znaczeń rzeczy na podstawie olśnienia, oczarowania czy fascynacji, a więc poza wszelką systematyką terminologiczną i metodologiczną oraz poza ekwilibrystyką interpretacyjną. Nie sądzę, by proste i jednoznaczne rozwiązanie tych problemów było możliwe, zwłaszcza ze względu na mocno przecież zindywidualizowany charakter twórczości, która – z samej swej natury – jest naznaczona subiektywnością przeżyć.
Chciałabym natomiast wskazać na pewną właściwość wyjątkowej poetyckiej kreacji, jaką jest haiku, nie ulegając wszakże mechanizmom operacyjności arte-terapeutycznych koncepcji. Nazwę ją umownie „leczniczą”, rozumiejąc to pojęcie bardzo szeroko i przede wszystkim pozamedycznie (a więc nie w odniesieniu do paradygmatu akademickiej medycyny, zorientowanej chorobo-centrycznie). Otóż w starożytnym Egipcie „uleczanie” było spersonizowane w osobie pierwszego lekarza, pół-boga – pół-człowieka o imieniu Imhotep. W tym słowie – imieniu określono status boskiego osobowego bytu „uszczęśliwiającego”, „dającego zadowolenie”, „uzdrawiającego”, „zbawiającego”. Łacińskie salus et servare („bezpieczeństwo i ochrona”) wyjaśnia, choć nie w pełni, jego uwspółcześnione znaczenie. Zanim przedstawię moje haiku po polsku – pod skórką pomarańczy – dojrzewanie serc, podejmę kilka istotnych problemów, które – ze względu na ten specyficzny leczniczy walor japońskiej sztuki haiku – koniecznie należy w tym miejscu naświetlić.

Udostępnij to: