Co wymyśliłeś, kiedy milczałam?

W filmie „Papusza Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze tytułowa bohaterka wypowiada słowa, które mogą współczesnego człowieka bulwersować albo śmieszyć:

„Gdybym nie nauczyła się czytać, byłabym szczęśliwa”.

Mnie te słowa przeszywają na wskroś.

Wchodzisz do tramwaju – kolporterzy wkładają Ci do ręki „darmową” gazetę; przechodzisz ulicą – co krok anonimowi pracownicy firm zarzucają reklamami; billboardy narzucają swoje slogany; w kieszeni telefon dzięki mobilnemu Internetowi sygnalizuje, że nowe wiadomości są do odebrania i przeczytania; wchodzisz do pociągu – otwierasz książkę, notatki, magazyn; w domu włączasz telewizor – spiker monotonnym głosem komunikuje… Informacje ze wszystkich możliwych stron zalewają Twój umysł, atakując wrażliwość i pomysłowość, zabijają twórczy potencjał. W natłoku cudzych i osaczających Cię myśli – kiedy jak Ci się wydaje: lepsi, ambitniejsi, mądrzejsi przemawiają autorytatywnie prywatnym głosem – nie śmiesz nawet pomarzyć o tym, że Ty też mógłbyś coś interesującego i ważnego pomyśleć. Czytaj dalej

Udostępnij to:

Kilka słów o PRAWDZIWYM AUTORYTECIE

Bardzo chętnie odwołujemy się w naszym życiu do autorytetu. Powołujemy się na cudze opinie w szkole, na studiach, w pracy, w związku z doświadczanymi problemami zdrowotnymi, osobistymi, ze względu na przeżywane lęki przed śmiercią, bólem, cierpieniem. Oczekujemy, że ktoś powie nam, jak żyć, skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy.

Czy to błąd, że chcemy mieć pewność co do niektórych kwestii dotyczących naszego życia? Czy błędem jest raczej, że nie angażujemy się sami w rozpoznawanie „prawd” dotyczących istnienia?

Wydaje się absurdalne, że ludzie polegają na cudzych informacjach o życiu i przyjmują je jako własne. Nie sprawdzają wygłaszanych opinii, lecz powołują się na nie jako na wypowiedziane autorytarnie, niejako ex cathedra, z urzędu, na mocy udzielonej im władzy rozsądzania. Dlaczego uznajemy autorytety i organizujemy życie zgodnie z ich ustaleniami, rygorami, twierdzeniami? Czy w pełni rozumiemy głoszone przez autorytety idee i dlatego zgadzamy się z nimi, czy też raczej żyjemy „z drugiej ręki”, licząc na to, że autorytety nie mogą się mylić, skoro ktoś, kiedyś i z jakiegoś powodu uznał ich władzę i umiejętność rozsądzania? Czytaj dalej

Udostępnij to:

Prawdziwa historia, jak z bajki wycięta.

Jiddu Krishnamurti urodził się w 1895 roku w rodzinie bramińskiej, na południu Indii w Madanapalle koło Madrasu. W młodości nie interesował się ani teozofią, ani też ludźmi, którzy przyjeżdżali z Zachodu, by doświadczać mistycznych przeżyć Orientu. Zachowywał dystans wobec systemów religijnych i filozoficznych. Jednak na jego duchowy rozwój przemożny wpływ wywarło założone w 1875 roku przez Helenę Bławatską Międzynarodowe Towarzystwo Teozoficzne, do którego zadań pierwotnie należało: zjednoczenie ludzi zajmujących się spirytyzmem; analiza porównawcza różnych religii; badania „paranormalnych” stanów ludzkiej psychiki. Z czasem jednak charakter Towarzystwa przekształcił się z para-psychologicznego i filozoficznego w religijno-kultowy.

Po śmierci założycielki Towarzystwa przedstawiciele władz: Charles Leadbeater oraz Anna Besant rozpoczęli poszukiwania Nauczyciele Świata, który – według ich przekonania – miał przebywać w „ciele Buddy” i w owym czasie odrodzić się. Za inkarnację Mesjasza uznano właśnie Jiddu Krishnamurtiego, ujawniał on bowiem pewne zdolności parapsychiczne. Będąc wcześnie osierocony przez matkę, zamieszkał z bratem i ojcem, obejmującym w 1908 roku posadę zastępcy sekretarza Towarzystwa, w głównej jego kwaterze w Adjarze. W 1911 roku specjalnie dla Krishnamurtiego powołano Zakon Gwiazdy Wschodu. W nim wszelkie działania podporządkowano przygotowaniu młodego ucznia do roli Nauczyciela Świata. Czytaj dalej

Udostępnij to: