Miłość i mezalians

Choć ta historia wyrwana została z życia, to jednak wszelkie ślady są w niej pozacierane, a podobieństwa przypadkowe:

Były imieniny szefa i spotkali się wieczorem w „Diabelskim młynie”, żeby – jak to nazywali – zintegrować się, głównie z Markiem, który od niedawna pełnił obowiązki kierownika działu produkcji. Marek był lizusem i miał cicho-ciemne układy z dyrektorem firmy, dlatego nie lubili go. Ale tego wieczora trzeba było robić dobrą minę do złej gry. Piwo lało się wartkim strumieniem. W ogólnym harmiderze wydawało się, że wszyscy bawią się dobrze. Tylko Jacek sprawiał wrażenie nieobecnego. Wciąż wychodził, niby „na papierosa”. Ale przecież już dawno rzucił palenie…?!

Jacka poznałam kiedyś w księgarni. Z wypiekami na policzkach, zaczytany w książce (chyba z psychologii sukcesu) mamrotał coś pod nosem. Stałam nieopodal. Przeglądałam nowości wydawnicze kiedy mnie zaczepił. Burknął coś o niespełnionych marzeniach, studiach ukończonych dla pieniędzy, nędznym dzieciństwie, kiedy to pozostawiony samemu sobie… W końcu, nie czekając na moją reakcję, wzruszył ramionami i wyszedł. Czytaj dalej

Udostępnij to:

Porozmawiajmy o milczeniu!

Ten tytuł brzmi trochę paradoksalnie – o milczeniu raczej wypadałoby pomilczeć!? Szybko jednak mój blog trzeba by było zamknąć, gdybyśmy wszyscy milczeć zaczęli. Więc naskrobię słów kilka na ten „cichy”, „głuchy”, „bezgłośny”, „spokojny” temat o niezabieraniu głosu. Różni myśliciele wypowiadali się o milczeniu rozmaicie – z aprobatą albo bez niej. Mnie dzisiaj będzie interesował tylko jeden aspekt tego, jak się jeszcze nie raz okaże, wielkiego problemu. Karel Čapek (1890-1938) – czeski pisarz, pionier fantastyki naukowej wyrażający oburzenie wobec wykorzystywania nauki i techniki przeciwko życiu – powiedział, że człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy!!! Czytaj dalej

Udostępnij to:

Gwałt się gwałtem odciska… a bezpieczeństwo wciąż niepewne

W ostatnim czasie „sprawa Mariusza T.” nabrała takiego rozgłosu i rozpędu, że przywoływanie związanych z nią faktów nie ma chyba większego sensu. Wiemy wszystko o popełnionych przez niego zbrodniach, a media na bieżąco informują o przebiegu „jego sprawy”. Emocje sięgnęły zenitu! Pytanie, czy można ze spokojem przyjąć do społeczności mordercę i pedofila – pytanie dyktowane przez oburzenie i lęk – w skrajnej postaci przerodziło się w nawoływanie do zabójstwa Mariusza T.

O młodym Mariuszu T. czytamy, że był spokojnym chłopcem i szkolnym prymusem.

Problemy z nim zaczęły się później. Nie akceptował swojej seksualności, nie udawały mu się żadne związki, nie skończył studiów, miał próbę samobójczą. Najstraszniejszych zbrodni dokonał na przepustce z więzienia, w którym odsiadywał wyrok za molestowanie nieletnich… (http://wyborcza.pl/12,82983,15306306,Powrot_czlowieka_zwanego_Szatanem__Sprawa_Mariusza.html#ixzz2t2uSLf4F; data odczytu: 11.02.2014).

Czytaj dalej

Udostępnij to: