Zamieszkać w obrazie… Chagallowi zmęczonemu Picassem

Zamieszkać w obrazie…  Chagallowi zmęczonemu Picassem

Spotykam krytyka sztuki – stoi przed obrazem, a wokół niego książki, słowniki, pamiątki… i cyniczny półuśmieszek. A właściwie grymas znawcy, który ocenia spoglądając z dystansu, nie angażuje się. Chełpi się obiektywizmem. Jest chłodny i nieugięty, o sercu z żelaza. Zastanawiam się, jakie pytania nurtują tego eksperta w dziedzinie malarstwa? Czy pyta o prawdziwy powód, dla którego artysta chwycił za pędzel i namalował ten oto obraz? Czy dostrzegł „coś”, czego inni ludzie nie zauważają? Czy jego rękę prowadzili po płótnie aniołowie marzeń? Sądzę, że raczej zastanawia się on nad techniką i stylem, w jakiej kulturze i epoce stworzone zostało dzieło, jak wpłynęły na jego twórczość: historia, przemiany społeczne i życie osobiste, w końcu – jakich doznań estetycznych możemy się spodziewać po tym dziele? Czy jest ów malarz narcyzem oczekującym na zachwyt i uwielbienie dla swojego talentu, czy też wizjonerem, rewolucjonistą, prorokiem?

Wszystkie te pytania koncentrują się wokół problemów, które można wydobyć z płaszczyzny pokrytej farbami. Dotyczą obiektu dwuwymiarowego. Można go zmierzyć i określić datę powstania. W analizie krytyka mamy do czynienia z oceną powierzchniową. To tak, jakbyś chciał poczuć smak jabłka oglądając go tylko. Czytaj dalej

Udostępnij to:

… jak skórka pomarańczy

… jak skórka pomarańczy

Pamięci Marca Chagalla i Pablo Picassa

 Picasso to tryumf inteligencji, Chagall – zwycięstwo serca

[Franz Meyer]

 

 

Manuela przytuliła głowę do poduszki. Długo nie mogła zasnąć. Na samą myśl o jutrzejszym ślubie drżała. Była chora z miłości. Wpatrywała się w wiszącą w kącie na wieszaku czerwoną koronkową suknię bogato udrapowaną falbankami, w końcu uległa – znużona poddała się sennej błogości. Przez uchylone okno wietrzyk delikatnie falował firanką, Jak przez mgłę albo szyfonową materię, do pokoju weszła Conchita, trzymając w ręce dojrzałą i pachnącą pomarańczę. Pochyliła się nad dziewczyną i pocałowała ją w czoło. Czytaj dalej

Udostępnij to:

Czy miłość może być sfałszowana?

Niekiedy dziwi mnie podejście niektórych ludzi do życia. Zwłaszcza osobistego. Do tego, co zwykle nazywają oni miłością. Widzę, jak gorączkowo poszukują swoich połówek, dążąc do uzupełnienia siebie. Wierzą w mit przyciągania się przeciwieństw. Ale jaką jedność może stworzyć choleryk z flegmatykiem, pedant z kochającym artystyczny nieład albo podróżnik z domatorem? Czy czują się ci ludzie niedokończeni? Odsłonięci z jednej strony (tej wrażliwszej i delikatniejszej) i dlatego pozbawieni poczucia bezpieczeństwa?
A przecież ludzie często łączą się ze sobą w ten właśnie sposób! Czy takie związki dowodzą istnienia przeznaczenia czy działania opatrzności? A może raczej wskazują na to, że wielu ludzi podświadomie układa sobie życia tak, by się nie udało? Magia czy resentyment? Tak czy inaczej spotykamy hybrydy związków ze zmaskulinizowanymi kobietami i sfeminizowanymi facetami, albo jeszcze jakieś inne poczwary – toczące ze sobą wojny o skrawek wolności lub ustępujące w imię tak zwanego świętego spokoju. Czytaj dalej

Udostępnij to: