Na pajęczej nitce życia

Wokal w wykonaniu Sinatry docierał do mnie ledwie dosłyszalnymi dźwiękami. Za szybą kawiarni, w półmroku rozświetlonym już neonami i lampami ulicznymi, przemykali rozbawieni ludzie, a inni – zakochani – objęci byli czule i donikąd się nie spieszyli. Siedziałam samotnie przy stoliku, przytrzymując wychylający się ze szklanki tulipanowy pąk. Świeża słodkawo-gorzka woń idealnie wpasowała się w formę dłoni i – jak w ciepłym wosku – odcisnęła w niej aksamit karbowanych magentą płatków. W kształcie tulonego pąka chciałam zamknąć pamięć o chwilach skapujących prawie bezdźwięcznie. W moich uszach pobrzmiewały tylko zapierające dech w piersi słowa, które kiedyś przeczytałeś i przed momentem zachłystywałeś się nimi:

– „…zmarła moja matka… wczoraj albo dziś…” – Jak napisać takie słowa …? Jak…?! Takie słowa…?! Czytaj dalej

Udostępnij to:

Komentarz w katalogu wystawy Urszuli Hellebrand

Komentarz w katalogu wystawy Urszuli Hellebrand

Galeria „Inspiracje”, Książnica Karkonoska w Jeleniej Górze, ul. Bankowa 27. Wernisaż wystawy 13 lutego 2015 r.

Wystawa: „W drodze do serca”, autor: Urszula Hellebrand.

Organizatorzy: Stowarzyszenie Jeleniogórski Klub Literacki i Książnica Karkonoska.

Wernisaż odbył się przy okazji „Karnawałowych Prezentacji Artystycznych ZIMA 2015  r.”

Wystawa Urszuli Hellebrand W drodze do serca jest retrospekcją miłości. Z codziennej materii życia Artystka wydobywa uczucia i emocje towarzyszące człowiekowi od chwili narodzin aż do samej śmierci. Okazuje się, iż one nie w czym innym, lecz właśnie w miłości znajdują usprawiedliwienie dla siebie, ale także przyjmują właściwą treść i nadają sens ludzkiemu istnieniu. Zmaganie z tworzywem malarskim odzwierciedla mozolne przypominanie sobie subtelnych odcieni niewinności, ulotności, fascynacji, entuzjazmu, czułości, oczarowania, z jakimi miłość igra w toni spojrzenia czy w tajemnym uśmiechu. Ale też nie brak tu bólu, cierpienia, tęsknoty – miłości owiniętej sprężynami, zamkniętej w sieci, poranionej cierniami… kiedy wicher śmierci nieubłagany zdmuchuje życie, kiedy fale rozpaczy i tęsknoty pochłaniają. Kolory intensywne z dominującą czerwienią przenikają się nawzajem, oplatają, tańczą. Rzec by można – rozwijają materię z której uwalniają się feromony miłości, inspirując nie tylko do refleksji nad tym osobliwym fenomenem, ale rozbudzając pragnienie doświadczenia intensywnych przeżyć z nią związanych.

Nie jest to przypadek, że wystawa Urszuli Hellebrand W drodze do serca otwarta zostanie w wigilię popularnego w kulturze Zachodu święta Walentynek. Jednak Artystka nie lukrem i landrynkowym różem maluje swe serca, nie naiwnością i przesłodzoną infantylnością. Ze swadą i przekorą przełamuje stereotypy miłosnych romansów. Rozbudza potrzebę obcowania ze złożonością serca. Dotyka przy tym najbardziej delikatnych i wrażliwych miejsc ludzkiego istnienia, związanych i z miłością uduchowioną, i zmysłową.

DSC_0431i

Wspólnie zatem z Artystką zapraszam na wyjątkową wystawę, której udziałem jest nie tylko doznanie estetyczne wynikające z obcowania z pięknem zawartym w dziełach sztuki, ale także filozoficzny namysł nad istotą samego ich przedmiotu: MIŁOŚCI.

Alina Bernadetta Jagiełłowicz, Uniwersytet Wrocławski

Udostępnij to:

Skoczkiem przez bierki

Właśnie jedliśmy kolację, gdy nagle rozległ się w naszym domu ostry dzwonek. Moja mama pognała do przedpokoju, żeby sprawdzić kto o tak późnej porze i niespodziewanie do nas zawitał. Nie upłynęło kilka sekund, a w drzwiach kuchni stanął rosły jak dąb mężczyzna. Był to mój dziadek Waluś ze strony ojca, który zwykle zaskakiwał nas swoimi odwiedzinami. Był ryży, jak przystało na rasowego Litwina, z surowo spoglądającymi oczyma, bardzo jasno niebieskimi – zawsze mi się wydawało, że wyblakłymi ze starości, choć przecież dziadek miał krzepę „nie do zdarcia”. Agrotechnik „złota rączka” – tak podobno mówiło się o nim tu i ówdzie w Gdańsku, gdzie niedawno, zaraz po rozstaniu z babcią Helenką, samotnie zamieszkał. I wcale nie przypominał mojego zabójczo przystojnego ojca z kruczo-czarnymi włosami o granatowym połysku i z natchnionym (ale częściej chyba rozmarzonym) ciemno-piwnym głębokim spojrzeniem. Czytaj dalej

Udostępnij to: