Między siłą a słabością

Między siłą a słabością

Wczoraj rano pędziłam na wykład z cyklu „Władcy metalu – wykłady dla dorosłych”, przygotowany przez wrocławskie Muzeum Narodowe z okazji zorganizowanej wystawy „Stwórcze ręce – sztuka metalu doby modernizmu we Wrocławiu”. O modernistycznej metaloplastyce Wrocławia miał opowiadać mój serdeczny przyjaciel – Leszek Antoni Nowak, wrocławski poeta i antykwariusz. Nie było mi jednak dane nie spóźnić się na to wystąpienie. Zamarłam w bezruchu gdzieś pomiędzy Urzędem Wojewódzkim a Muzeum. Najpierw usłyszałam warkot tysięcy chyba koni mechanicznych, a za chwilę wyjechał szpaler motocyklistów, którzy – jak się potem dowiedziałam z serwisu informacyjnego – właśnie otwierali sezon motocyklowy 2015. Wrodzony instynkt nakazał mi włączyć aparat fotograficzny… Miałam nadzieję zarejestrować wrażenie, jakie wywarła na mnie demonstracja motocyklistów wrocławskich. Czytaj dalej

Udostępnij to:

W Mieście bez Cieni

Odruchowo spojrzałam na tarczę zegara w chwili, kiedy ostatnie uderzenie serca kościelnego dzwonu z oddali oznajmiło, że wybiła północ. Jeszcze przez krótką chwilę głuchy monotonny dźwięk przetaczał się przez puste ulice, ponaglając wygaszaczy świateł wszystkich zapomnianych lamp. Aż nagle… zrobiło się absolutnie ciemno, cicho i odświętnie, jakby w naszym Mieście bez Cieni zapanował niepodzielnie majestatyczny Bezgłos.

Czytaj dalej

Udostępnij to:

Ostatni kawałek jabłka

Spojrzałam na zegar. Było już południe. Dzisiejszy duszny i senny dzień od samego rana odurzał balsamiczną wonią palonych w ogrodach liści. Nie mogę powiedzieć, żeby wena mnie opuściła. Jednak siwy dym wpełzający przez uchylone okno i rozsnuwający się po zakamarkach pokoju, a wraz z nim ciepło, nie zachęcały do wysiłku. Raczej wprowadzały umysł i ciało w stan ukołysania – zbyt bliski ekstazie, by pracować. Nieznacznie odsunęłam fotel od biurka i przeciągnęłam się leniwie. Mimo późnej jesiennej pory słońce wciąż oślepiało zbyt ostrym blaskiem, tak że musiałam zmrużyć oczy, by uchylić szerzej okno. Potem energicznym ruchem ręki zasłoniłam je szyfonową zasłoną z tureckim wzorem w barwach magenty, karminu i ochry, złamanych turkusowymi akcentami. Na ścianie natychmiast pojawiły się cienie zygzaków i meandrów. Falowały przez jakiś czas, aż w końcu zamarły w bezruchu. Czytaj dalej

Udostępnij to: