Haiku po polsku…

Haiku po polsku

haiku po polsku – pod skórką pomarańczy – dojrzewanie serc, Wrocław 2016, Wydawnictwo: „Akademia Pióra”,
redakcja: Mirosław Gontarski
stron: 88,
okładka miękka,
ISBN: 978-83-943544-2-8.

W zbiorze umieszczono 54 haiku i Wprowadzenie. Tomik Posłowiem opatrzyła prof. Maria Szyszkowska. 

Oto fragment Wprowadzenia:

Wprowadzenie: Niewielka rzecz o uszczęśliwianiu wierszem pisanym kolorami
* * *

Dla wielu polskich Czytelników japońska sztuka poetyzowania w formie haiku może być nieznana. Natomiast ci, którzy znają haiku, mogą je traktować jako pochodzące z innego i dlatego niezrozumiałego kręgu kulturowego, jako całkowicie oderwane od aktualizującej się w ICH życiu rzeczywistości. A rozumieją rzeczywistość jako ciąg zdarzeń rozwijających się liniowo, zmierzających nieuchronnie do swego ziemskiego kresu. Mogą się oni czuć nieswojo w otoczeniu poezji bardzo intymnej, tworzonej podczas medytacji i stanowiącej zapis doznanego przez artystę olśnienia.
Wskazać w tym miejscu wypada na fakt kulturowej „obcości”, wyrażającej się w specyficznej, umysłowej oraz religijnej i duchowej, konceptualizacji świata. Na Zachodzie zwykło się ją wiązać ze zjawiskami nierozpoznawalnymi rozumem i zmysłami – trudnymi do zidentyfikowania odmiennymi stanami świadomości, stymulowanymi przez tzw. mentalność „człowieka Dalekiego Wschodu” i niemożliwymi do osiągnięcia przez człowieka ukształtowanego w kulturowym zachodnim obszarze. Również ze względu na przywiązanie do rodzimych wartości i wzorców, dookreślanych szczególnie przez tradycję religijną, istnieje możliwość wrogiego nastawienia do aktów kreacji, w których twórca jest zainspirowany odrębnymi ideałami światopoglądowymi, modelami życia, przekonaniami, celami. Jednak brak akceptacji dla tej twórczości, w skrajnych przypadkach wrogość, są – w moim przekonaniu – całkowicie nieusprawiedliwione i zbędne, bowiem sztuka rządzi się prawidłami ponad-ideologicznymi, czerpiąc natchnienie z wartości uniwersalnych.
Celem tego Wprowadzenia nie jest społeczno-kulturowa diagnoza, dzięki której w sposób ostateczny rozstrzygniemy, dlaczego „człowiek Zachodu” lęka się konfrontacji z „nieznanym” obcej kultury, czy też z jakiego powodu ulega on stereotypowi kartezjańskiego cogito oddzielającego substancję myślącą od czującej i nie potrafi tak, jak czyni to „człowiek Dalekiego Wschodu”, bezpośrednio doświadczać życia: doznawać siebie i rzeczy jako pewnych całości, niewidzialnymi „nićmi” powiązanych z Kosmosem, i pragnąć powrotu do Prajedni (rozpłynięcia się w niej). A przecież nie mówię tu jedynie o werbalnej holistycznej interpretacji świata, lecz o życiu samym.
Nie zamierzam też – podążając tropem przemyśleń Ludwiga Wittgensteina – formułować programu filozoficznej terapii. W tym miejscu poddaję jedynie w wątpliwość szansę „człowieka Zachodu” (poza wyjątkami, mimo wszystko nielicznymi) na przekroczenie ograniczeń jego opętanego przez słowa umysłu. Z pewną dozą niedowierzania zastanawiam się nad możliwością intuicyjnego wglądu tego człowieka w rzecz samą, następnie – przypisania oraz opisania walorów oraz znaczeń rzeczy na podstawie olśnienia, oczarowania czy fascynacji, a więc poza wszelką systematyką terminologiczną i metodologiczną oraz poza ekwilibrystyką interpretacyjną. Nie sądzę, by proste i jednoznaczne rozwiązanie tych problemów było możliwe, zwłaszcza ze względu na mocno przecież zindywidualizowany charakter twórczości, która – z samej swej natury – jest naznaczona subiektywnością przeżyć.
Chciałabym natomiast wskazać na pewną właściwość wyjątkowej poetyckiej kreacji, jaką jest haiku, nie ulegając wszakże mechanizmom operacyjności arte-terapeutycznych koncepcji. Nazwę ją umownie „leczniczą”, rozumiejąc to pojęcie bardzo szeroko i przede wszystkim pozamedycznie (a więc nie w odniesieniu do paradygmatu akademickiej medycyny, zorientowanej chorobo-centrycznie). Otóż w starożytnym Egipcie „uleczanie” było spersonizowane w osobie pierwszego lekarza, pół-boga – pół-człowieka o imieniu Imhotep. W tym słowie – imieniu określono status boskiego osobowego bytu „uszczęśliwiającego”, „dającego zadowolenie”, „uzdrawiającego”, „zbawiającego”. Łacińskie salus et servare („bezpieczeństwo i ochrona”) wyjaśnia, choć nie w pełni, jego uwspółcześnione znaczenie. Zanim przedstawię moje haiku po polsku – pod skórką pomarańczy – dojrzewanie serc, podejmę kilka istotnych problemów, które – ze względu na ten specyficzny leczniczy walor japońskiej sztuki haiku – koniecznie należy w tym miejscu naświetlić.

Udostępnij to:

Wiersze kolorami malowane

Muszę uczciwie przyznać, że lata chmurne i durne, jak to sobie dziś z pewną nostalgią przypominam, rozpoczęły się dla mnie nie najszczęśliwiej. Dlaczego tak się stało – nie mogę wyznać, bo trudno mi w tej chwili bez jakiegoś półuśmiechu (nad sobą oczywiście) powiedzieć na ten temat coś konkretnie wyjaśniającego. Bo i całe moje życie uczuciowe z tamtego okresu dojrzewania do kobiecości przypominało konwulsyjne ruchy poczwarki, która za chwilę miała się przeobrazić w urokliwego motyla. Być może było markotnie z powodu niezrozumienia świata kręcącego się jakby obok i nie zważającego na moje prawdopodobnie nazbyt rozdęte albo przewrażliwione „ego”, o którym myślałam wtedy, że jest „wyjątkowe”? Już w tamtym czasie wymagałam przecież od siebie nadprzeciętności! A może za poważnie traktowałam ludzi, marzenia i w ogóle życie? W każdym razie wierszowane dowody dziewczęcej rozpaczy, wypełnione tęsknotą do przeżycia idealnej miłości i wspomnieniem pierwszego pocałunku, przechowywałam skrzętnie na samym dnie zamykanej na klucz szuflady mojego biurka. Liczyłam na to, że nigdy nie ujrzą dziennego światła. Ani tym bardziej nie staną się przedmiotem szyderstwa, ocen czy dyskusji – nie tylko literackich! Czytaj dalej

Udostępnij to: