Powroty na przełaj imion

Ten wpis był dotąd czytany 607 razy!

Dziś na wyświetlaczu w tramwaju mignęło dobrze mi znane imię, którego znaczenie będzie dla mnie zawsze jednoznaczne: nie trzeba wielu słów, by przekazać doskonale zespolone ze sobą myśli i uczucia, wylewające poczucie szczęścia, spokoju, łaskawości.

Głęboko poruszają powroty na przełaj imion przyjaciół, którzy już odeszli. W takich chwilach zatrzymuję się zwykle nad pytaniem o to, czy wystarczająco żarliwie trwałam przy nich wtedy, kiedy powoływali do życia nowe sensy i przeżywali trwogę. Jestem przekonana, że prawdziwe poznanie i przyjaźń są możliwe dopiero wtedy, kiedy ludzie posługują się słowami dotykającymi do głębi i kiedy wymieniając nawzajem swoje myśli, odczuwają to samo. Sądzę też, że nie chodzi o słowa, których znaczenie znamy jedynie z suchych i precyzyjnych słownikowych definicji, oczyszczonych z doznań. Myślę raczej o słowach-przekaźnikach, będących mediatorami i swoistymi nośnikami treści, o słowach stanowiących efekt bezpośredniej konfrontacji ze światem wewnętrznym i zewnętrznym i kontaktu człowieka z człowiekiem. Są one powiązane z osobą, która je wypowiada: z uczuciami i zrozumieniem, sposobem przekazywania myśli, barwą głosu, intonacją, gestami, mimiką, ciepłem wewnętrznym…

Powroty na przełaj imion przyjaciół, którzy już odeszli sprawiają, że na nowo określam związane z nimi sensy i wartości skrojone już na miarę nowej osoby, jaką staję się przecież w każdym momencie mojego osobistego życia. Nowej osoby, ale i tej samej równocześnie. Bo przecież imiona – moje i moich przyjaciół – wciąż i nieodmiennie wskazują na differentia specifica tych, którzy je noszą. Imiona odzwierciedlają istotę istnienia każdego człowieka z osobna.
Bez swoistej mocy, nierozerwalnie wszak związanej z imieniem Feliks, mocy wyróżniającej Chrzanowskiego-Szutę spośród innych ludzi i innych poetów-haijinów, nie mógłby w ogóle istnieć – on: znany mi właśnie Feliks. Z innym imieniem byłby przecież kimś zupełnie innym!

I chociaż on sam dla nas tutaj przeminął i temat przemijania jakże często jest lejtmotywem jego poezji, to jednak w powrotach na przełaj imion pojawia się niespodziewanie: ze swoim spokojem ducha – szczęśliwego i łaskawego ponad miarę, choć spokojem cośkolwiek zaprawionym kropelkami cynika (bynajmniej nie miętowymi):

…gdy kokarda opada

Dom lalki
Jego głosy już drażniącym echem
W czas oglądania romansów
A mamusia taka duża

Witaj zdradliwy welonie
Moje ciało mą własnością
Chyba już zaczęłam gubić kupony oczekiwań

[Feliks Chrzanowski-Szuta]

Udostępnij to:

Komentarz do “Powroty na przełaj imion

  • 15 stycznia 2015 o 20:48
    Permalink

    * * *

    Pamięci Felka (1945-2013)

    nie myśl sobie
    że jak niebo się za Tobą zatrzasnęło
    – to koniec –
    to koniec i nikt o tobie nie myśli

    wspominamy cię z Mirkiem
    nie tylko przy każdej okazji
    czyli nie umarłeś stary
    choć nie wiem czy masz się dobrze

    ale pewnie tak
    bo brak wiadomości
    oznacza dobre wieści…

    Feliks Szuta Chrzanowski nigdy mi się nie śnił odkąd umarł, a to już przecież przeszło rok od jego śmierci. Myślę, że jest mu tam dobrze u góry. W przeciwnym przypadku śniłby mi się namiętnie jak mój ojciec. Wciąż przypominam go sobie jak siedzi nad kuflem piwa w nieistniejącej już od roku knajpie nad Wisłą i opowiada mi o Ezra Poundzie i o haiku, którym „zaraził” mnie 30 lat temu. Wiatr Wiślany rozwiewał mu długie siwe włosy, a on z młodzieńczym błyskiem w oku mówił o swoich nowych dokonaniach. To uderzające, że knajpka w której się spotykaliśmy w Warszawie – przestała istnieć razem z nim. Ilekroć przechodzę koło Mostu Gdańskiego patrzę na puste miejsce po barze „Pod Rurami”, jak nazywała go ludność tubylcza, i ożywa we mnie wspomnienie o Feliksie. O moim Mistrzu i Przyjacielu, który ponad rok temu odszedł, by żyć w naszej pamięci…
    Zbigniew Mysłowiecki – „Słowiarz”

Dodaj komentarz