Granice powagi i dowcipu

Ten wpis był dotąd czytany 1010 razy!

Barbara Stanisz 29 stycznia br. zamieściła w „Wyborczej” notatkę dotyczącą komentarza Bogusława Pazia do – wystawionego przez niego w Internecie – brutalnego filmu: „<<Banderowskie ścierwa dostają łomot aż miło>> – pisze profesor UWr. na FB. <<Rektor był w szoku>>. Jest zawiadomienie do prokuratury”. (http://wyborcza.pl/1,75248,17328957,Rektor_zawiadamia_prokurature__Skandaliczny_wpis_profesora_.html; data odczytu: 30.01.2015 r.). W prezentowanym przez nią materiale dokumentującym „sprawę profesora” znalazł się SZOKUJĄCY – dla mnie – nagłówek, na który koniecznie należy zwrócić uwagę: „Drastyczny film z dowcipnym komentarzem”.

Zauważam cztery podstawowe i komplementarne względem siebie aspekty problemu, których absolutnie nie wolno pominąć, nie tylko w analizie opisywanego zdarzenia, ale też w refleksji nad naturą samego człowieka i jego skłonności do zafałszowanej, resentymentalnej moralności:

  1. Jakie cele winny przyświecać nauce i poznaniu?
  2. Jakie zadania winno spełniać nauczanie uniwersyteckie (ze swej natury humanistyczne)?
  3. Czy człowiek jest w stanie w samym sobie oddzielić prywatne poglądy od tych publicznie prezentowanych oraz: czy i jak subiektywny światopogląd i uczucia wpływają na racjonalne oceny?
  4. Jakie atrybuty przysługują samemu życiu i jak jego rozwojowi służy miłość leżąca u podstaw filozofii?

OŚWIADCZENIE W SPRAWIE SKANDALU WYWOŁANEGO PRZEZ BOGUSŁAWA PAZIA

Zastanówmy się, czy cytowany wyżej komentarz do filmu prezentującego bestialstwo można uznać za żart?! Odnoszę bowiem wrażenie, że w dyskursie społecznym odnoszącym się do omawianego zdarzenia zaznaczył się niebezpieczny balans pomiędzy dwoma ekstremalnymi biegunami: między tym, co PATOLOGICZNE, a tym co FRYWOLNE! Rodzi się pytanie o lokalizację w ciągu społecznych zdarzeń przejawów życia CENNEGO pod względem moralnym i aksjologicznym. Przesuwanie akcentu na biegun lekkiego traktowania zbrodni (każdej!) jest wskaźnikiem sposobu myślenia, odczuwania i wartościowania – owej wewnętrznej psychofizycznej konstytucji człowieka i jego indywidualnych, zakorzenionych w nim samym skłonności do cynicznego zabawiania się kosztem innych: zadowolenia z bestialstwa, okrucieństwa, obrzydliwości, sadyzmu.

Najskrytsze ludzkie motywy, lęki, frustracje, zafałszowania (uświadomione bądź nie) ujawniają się też w taktycznym zabiegu manipulacyjnym, polegającym na odwróceniu uwagi od właściwego problemu (trawiącej nienawiści) i przesunięciu go na inną (ogólnospołeczną) płaszczyznę w celu wybielenia, usprawiedliwienia, oczyszczenia z zarzutów, podniesienia do rangi realizowanych rzekomo wyższych celów i wartości. W tym wypadku problem przeniesiono z płaszczyzny indywidualnych niedomagań i zafałszowania na arenę politycznej gry, mającej polegać na eliminacji jednostek walczących o PRAWDĘ. Przykładem niech będzie wywiad z Bogusławem Paziem przeprowadzony przez Małgorzatę Kupiszewską dla „Gazety Warszawskiej”. Czytamy m. in.:

„Marszałek R. Sikorski i Bartłomiej Sikorski nie ponieśli żadnych konsekwencji za aferę podsłuchową. Za wykradziony wpis spotyka Pana zawieszenie praw, samosąd, lincz, nagonka personalna bez prawa obrony?

– Dokładnie. Nikt na Uczelni nawet nie zapytał mnie o zdanie. Nikt na Uczelni nie był zainteresowany wysłuchaniem mojego ustosunkowania się do zarzutów, które w pełnej jedności stawiały mi media PiSowskie (m.in. Niezależna.pl i Fronda.pl) oraz Gazeta Wyborcza. Decyzje podjęto bez rozmowy ze mną”.

(http://gazetawarszawska.com/politics/1075-cenzury; data odczytu: 30.01.2015 r.).

W tym wypadku nie ma już mowy o niezbyt wyraźnej (jak chcą niektórzy) granicy dzielącej powagę od dowcipu. Oto bowiem Bogusław Paź rzekomo manifestuje (w skandalizujący sposób) nienawiść do zbrodni i równocześnie ustawia się w pozycji pokrzywdzonego i poszkodowanego obrońcy wartości („Bóg”, „Honor”, „Ojczyzna”), działającego w celu ujawnienia i upamiętnienia „prawdy historycznej”. Jednak w rzeczywistości sam popiera bestialstwo – cynicznie i przecież z pogardą dla oprawców („I jak tu nie kochać Ruskich?” – rosyjskich żołnierzy określa w komentarzu pogardliwym epitetem)!

Max Scheler miałby tu coś do powiedzenia na temat resentymentu zakorzenionego w osobowości „zakłamanej organicznie”, dla której już nie życie jest wartością samoistną, lecz jego karykaturalna forma, oglądana jak w krzywym zwierciadle pozorów i egoistycznych żądz:

„Tutaj fałszerstwo dokonuje się nie w świadomości, jak w zwykłym kłamstwie, lecz po drodze między przeżyciem a świadomością, czyli w samym sposobie powstawania przedstawień i odczuć wartości (…) Efekt (…) osiągnięty zostaje tutaj mimo woli, automatycznie, dzięki tendencyjnemu kształtowaniu się wspomnień, przedstawień i odczuć. Na powierzchni świadomości panują przy tym nieraz najrzetelniejsze, najuczciwsze intencje. Ale w tendencyjnym kierunku przebiega tutaj proces chwytania wartości – a odbywa się to sukcesywnie, aż wartościowanie ulegnie zupełnie odwróceniu, i dopiero na takim <<zafałszowaniu>> opiera się z kolei znowu sąd o wartości” (M. Scheler, „Resentyment a moralność”, Warszawa 1997, s. 81-82).

Jakie znaczenie dla konstytucji psychicznej Autora owego komentarza – będącego zarazem nauczycielem akademickim kształtującym postawy moralne – może mieć fakt, że prezentowany materiał ukazał się na prywatnym profilu, a nie powszechnie dostępnym? Jaka magiczna różdżka przemieni na zajęciach ze studentami osobowość zafałszowaną w osobowość czystą moralnie? Czy można decyzję Rektora UWr. o zawieszeniu B. Pazia w czynnościach służbowych nazwać samosądem czy linczem? Reakcja osoby sprawującej pieczę nad dobrym imieniem uczelni i nad formami nauczania była natychmiastową odpowiedzią na zagrożenie rozbudzania negatywnych emocji nienawiści i agresji, była działaniem przeciw niebezpieczeństwu niewłaściwego kształtowania postaw moralnych.

Ujawnia się też inny problem: emocjonalnego bądź nie emocjonalnego zaangażowania w reagowaniu na wywołany skandal. Niepokojące jest w moim przekonaniu, że niektóre autorytety, liczące się w środowisku naukowym, wzbraniały się przed wypowiedzią i klarownym stanowiskiem w sprawie oceny moralnego statusu omawianego skandalu. (Podkreślam: nie chodzi mi o osąd osoby, lecz o analizę samego zjawiska społecznego prowadzącego do zafałszowania wartości). „Wypowiem się potem, teraz uniemożliwiają mi to sprawy prywatne” – to parafraza często słyszanego przeze mnie uniku. Oto pożar nienawiści pochłania ludzkie umysły i serca, a ludzie odpowiedzialni za kształtowanie postaw moralnych w społeczeństwie usprawiedliwiają własną indolencję, małostkowość, prywatę… W gruncie rzeczy uciekają przed odpowiedzialnością, preferując konformistyczny styl życia.

Również ci, którzy w swojej ocenie mówią: „Nie popieram profesora Pazia!” są niebezpieczni. Ci zresztą często występują anonimowo. Oni chłodnym okiem spoglądają na nienawiść trawiącą człowieka. Są zdystansowani w sytuacji wymagającej pełnego emocjonalnego zaangażowania, twierdzą że zachowują obiektywizm. Lecz dyskurs rozpętany wokół wywołanego skandalu nie jest przecież plebiscytem, referendum, ani też wyborem lepszego z dwu dostępnych dóbr! Głos we wspomnianej sprawie dotyczy wyłącznie odpowiedzi na pytanie: „Czy opowiadamy się po stronie życia?”. Ta wypowiedź nie może być pozbawiona pasji. Nie może też nie być natychmiastowa. Nie może być cyniczna, frywolna ani niejednoznaczna. W tej wypowiedzi nie można opowiadać się po stronie życia jednego człowieka, równocześnie pogardzać innym życiem. W przeciwnym razie zdradzamy swój zafałszowany, wyrachowany stosunek do najwyższej samoistnej wartości istnienia.

W KWESTII WARTOŚCI ŻYCIA GRANICA POMIĘDZY POWAGĄ A ŻARTEM NIE ZNA ODCIENI SZAROŚCI: JEST OSTRA!

Udostępnij to:

Dodaj komentarz