Czereśniowa ballada

Ten wpis był dotąd czytany 1026 razy!

W tym roku bardzo wczesną wiosenną porą zabieliła się gdzieniegdzie moja ptasia wisienka. Wychuchana przeze mnie i zaopiekowana. A teraz właśnie wchodziła w czas owocowania: w porę duchowej i fizycznej metamorfozy. Zainicjowana przez moc własnej natury wchodziła w czas prawdziwej przemiany – w dojrzałość. Leżałam na trawie pod drzewkiem, nieopodal stracha na wróble, co to tylko szczerzył zęby pod wiechciem ze słomy i ani drgnął w ten bezwietrzny, ciepły poranek. I nie wiem – śmiał się ze mnie, czy figlarnie mrużył oko?! Wpatrywałam się uporczywie w kilka sercowatych, lekko już różowiejących czeresienek, od czasu do czasu odganiając jakieś zainteresowane nimi ptaszyska. Jakbym przez to moje ponaglanie mogła cokolwiek zmienić albo przyspieszyć.

Jeśli życie jest mięsiste, intensywne – smakuje jak czereśnie, gorzkawo-słodko. Zawsze z utęsknieniem odliczając chwile, oczekuję na przyszłoroczne czereśnie. Przypominają mi przyjaciela, który pokazać umiał, czym jest niezłomność. Nasza miłość była jedna: czereśnie. Wdrapywaliśmy się zwykle w lipcu na wzgórze i siadywaliśmy pod naszą starą hedelfińską czereśnią. Opieraliśmy się plecami o czerwonobrązowy, połyskujący pień. A na wyciągnięcie ręki spływające z gałązkami aksamitne liście i sercowate, lśniące, mocno czerwone, soczyste owoce. Winno-słodki, korzenny aromat życia. Mój przyjacielu, to dla ciebie napisałam kiedyś „Balladę o czereśniach”:

Czy pamiętasz jak w chłopięcych krótkich spodenkach
siedziałeś pod drzewem i zanosiłeś się od płaczu
bo skończyły się już czereśnie – oto ból istnienia

Czy pamiętasz jak pierwszej lalce
śpiewałaś dziewczęcą kołysankę
i nawet nie przeczuwałaś bólu istnienia

Czy pamiętasz odbicie w lustrze
gdy zachwycona sobą oczekiwałaś
i w tobie dziewczyno zrodził się ból istnienia

Czy pamiętasz podwórka na których bijąc się z chłopakami
dorastałeś do zawstydzenia mężczyzny
mimo nieco topornej natury i doznawałeś bólu istnienia

Czy pamiętasz dziewczyno mężczyzno
wasze pierwsze zlepione spojrzenia
a w nich – ból istnienia

Pamiętam jak pewnego lipcowego popołudnia, wsparta o pień starego czereśniowego drzewa, spojrzałam ukradkiem na mojego niezłomnego przyjaciela. Miał zamglone oczy. Nie wiem tylko, czy z powodu skapujących chwil, czy że znowu przez cały rok trzeba będzie czekać na czereśnie.

 

Udostępnij to:

Dodaj komentarz