Artykuł w monografii „Rzecz piękna, mądra, dobra i wszystko, co takie…

Ten wpis był dotąd czytany 3186 razy!

Rzecz piękna, mądra, dobra i wszystko, co takie…, Wrocław 2014,
Wydawnictwo: „Arboretum”,
redakcja: Jacek Zieliński, Sławomir Barć i Andrzej Lorczyk,
stron: 264,
okładka miękka,
ISBN: 978-83-62563-37-1.

W monografii opublikowałam artykuł: Salus et servare, s. 125-136.

fragment ze stron 130-133:
Rola czynnika subiektywnego w procesie poznania najwyższej wartości

W świetle holizmu zwrócić należy uwagę na problem determinizmu środowiskowego. Oto bowiem sam podmiot poszukujący i poznający jest sprzężony zwrotnie z otoczeniem. Jako taki żywo reaguje na wszelkie bodźce i równocześnie wpływa na środowisko. Antonio Damasio, profesor neurologii, wskazuje na fakt, że jednostki ludzkie nie są wyizolowane ze swojego otoczenia. Przyjmuje on, że poczucie „pejzażu ciała” łączy się w czasie z postrzeżeniami lub wspomnieniami obiektów nie będących częściami własnego organizmu. Uczucia względem tych obiektów stają się – w jego przekonaniu – rodzajem kwalifikatorów oceniających negatywnie lub pozytywnie. Przyjemnemu zakresowi spectrum doznań odpowiada intensywny, szybki, nowatorski i bogaty tryb myślenia, natomiast w sytuacjach przybliżających ciało do zakresu bólu i cierpienia obserwowane są spowolnienia w myśleniu i powtarzanie znanych już wątków[1].

Należy również mieć na uwadze fakt, iż środowisko sterylne, wyizolowane, jest de facto osiągalne jedynie w świecie wyabstrahowanym (w spekulacji myślowej) i niewiele ma wspólnego ze stanem faktycznym istniejących bytów. Czy zatem najwyższą wartość, poszukiwaną i badaną (oglądaną) przez człowieka, może ów człowiek traktować w charakterze „próbki laboratoryjnej” oglądanej przez szkiełko analityka? Inny problem dotyczy kwestii, jak proces poznania podmiotu poznającego wpływa za pośrednictwem sposobu myślenia, uczuć, emocji i doznań na sam przedmiot poznania? Stephen Hawking, wyjaśniając zasadę nieoznaczoności Heisenberga, doskonale zobrazował ów problemat. Przyjął on, że aby poznać położenie cząstki należy ją naświetlić. Jednak fotony w kontakcie z badaną cząstką zmieniają jej pęd w sposób nieprzewidywalny. Można wprawdzie użyć dłuższej fali, ale rozdzielczość uzyskanego obrazu jest w takim wypadku gorsza, tym samym nieoznaczoność położenia zwiększa się[2].

Nie jest zatem możliwe dokonanie nieskończenie dokładnego jednoczesnego wyznaczenia dwóch wartości w badanym obiekcie. Każdy bowiem pomiar z samej swojej natury ma wpływ na badany przedmiot, zmieniając jego właściwości. Można natomiast przewidywać średnie wyniki w serii badań. Nie są one błędami pomiarowymi stanowiącymi konsekwencję niedoskonałości urządzeń czy metod pomiarowych, ale niepewnościami (wariancją) i wynikają z istoty samego pomiaru. Zauważmy, że poszukiwanie i poznawanie najwyższej wartości nie jest wolne od tego problemu. Oto więc czynniki biorące udział w procesie poznawczym (również subiektywne) przekształcają przedmiot swojego poznania i zwrotnie ulegają jego oddziaływaniu. Dążenia destrukcyjne, obecne w człowieku – raz skierowane na zewnątrz przeciwko innym albo do wnętrza przeciwko samemu sobie[3] – stopione są ze skłonnościami do przetrwania i życia. Jako takie wyznaczają kierunek rozwoju dla samej poszukiwanej wartości, ale też modelują osobowość samego podmiotu poznającego.

Niepokoi fakt, że niejednokrotnie człowiek podejmuje próby zracjonalizowania i zwerbalizowania świata, wspiera życie na koncepcjach intelektualnych, przesadnie eksponując tę umiejętność i przeceniając rolę ratio. Równocześnie deprecjonuje pozostałe sfery swojego istnienia: uczuciowo-emocjonalną oraz cielesną. Tendencja ta przeszkadza mu w doświadczaniu życia w sposób świeży, odnowiony, niewinny i bezpośredni. W relacjach z otoczeniem i z sobą samym człowiek odnosi się do słów opisu, sam odcina się od poznawanej rzeczy. Poznanie zatem traktuje jako zdobywanie informacji zakodowanych w określonym – potocznym, naukowym, artystycznym, religijnym – języku. Tymczasem poznanie nie może stanowić wyłącznie pracy intelektualnej, lecz winno być wysiłkiem całego (pełnego) człowieka, istniejącego w nierozerwalnym związku z otoczeniem. Momentem przełomowym takiego poznania nie jest wszak znalezienie metody czy systemu myślowego, lecz spontaniczne przeobrażenie siebie, takie postrzeżenie rzeczywistości, by mogła dokonać się całkowita rewolucja w strukturze psychiki i bytu.

Obcowanie z najwyższą wartością

Niezależnie od możliwości i charakteru samego poznania najwyższej wartości, człowiek obcowanie z nią traktuje jako w pełni uszczęśliwiające, wzmacniające i potęgujące poczucie bezpieczeństwa i ochrony, jako udzielające spokój i radość oraz usprawiedliwiające osobowe unikalne istnienie, a nawet jako nadające mu wysoką, niepowtarzalną, wyjątkową rangę.

„Obcowanie” jest z definicji bezpośrednim zażyłym kontaktem (trwaniem w związku). Nie może zatem polegać wyłącznie na intelektualnej pracy, bowiem intelekt to zaledwie część całego pola istnienia. Tym bardziej zatem zaskakujący jest fenomen kosmicznej kwerendy, iż – jak się wydaje – żadne gromadzenie informacji, przeszukiwanie zasobów wiedzy, spekulacje myślowe czy praca konceptualna, a więc: formułowanie filozoficznych twierdzeń, tworzenie teologicznych konstrukcji myślowych lub religijnych idei i wizji, nie doprowadzą do ustalenia jednoznacznej i niepodważalnej, absolutnie pewnej odpowiedzi na fundamentalne pytanie o sens życia.

Poszukiwania te postrzegam jako mało realistyczne również z innego powodu. Przyjmuję, że każda poufała bezpośrednia zażyłość polega na całkowitym (nie tylko rozumowym, ale też uczuciowo-emocjonalnym i cielesnym) poznaniu faktycznego stanu przedmiotu poznawanego, jego kwalifikacji i jakości. Takie poznanie (dotyczące w omawianym przypadku najwyższej wartości) koniecznie wymaga spełnienia podstawowych warunków: skupienia uwagi; czujności; rezygnacji z zastanej wiedzy, tradycji, przekonań, przyzwyczajeń, stereotypów, idei, filozoficznych koncepcji. Przede wszystkim jednak wyklucza ono założenie zarówno istnienia, jak też nieistnienia owej wartości, tym bardziej nie może opierać się na wyobrażeniach lub wierze.

W świetle tak naszkicowanego problemu nasuwają się kluczowe pytania: „Czy człowiek zdoła pokonać wewnętrzne rozproszenie, szum emocjonalny i obawy?”; „Czy będzie w stanie uwolnić się z sieci powiązań w brutalnym, kształtowanym przez siebie świecie, w którym panuje chaos: rozłamy, wojny, rewolucje, nienawiść, zazdrość, gwałt, złość, przewrotność, nieuczciwość, wyzysk?”; „Czy jest w stanie uznać wartość poznania, którego istotą nie jest już gromadzenie zasobów wiedzy, ale gruntowna przemiana?”; „Czy istnieje zatem realna szansa spełnienia warunków umożliwiających metamorfozę człowieka, opartą na naocznym rozpoznaniu najwyższej wartości, czy też raczej granice poznania ludzkiego, wynikające z natury samego badawczego procesu, zamykają człowiekowi drogę do transgresji?”.

Stan wyrażony wieloma pojęciami

Julian Aleksandrowicz zamyślając się nad dramatyczną sytuacją współczesnego człowieka, próbował uzasadnić ideę świata, w którym wszyscy ludzie będą wzajemnie chronili zdrowie i życie, doprowadzając do zaistnienia oczekiwanego stanu, wyrażonego przez pojęcia: „zdrowie”, „szczęście”, „harmonia”, „piękno”, „miłość”. Poszukiwał jednego precyzyjnego terminu, określającego stan wyrażony wieloma pojęciami. Wskazywał on, że najbliżsi jego znalezienia byli starożytni Rzymianie, którzy w salus zamknęli treść określającą zdrowie, szczęście, bezpieczeństwo, zbawienie, pozdrowienie[4].

Wydaje się, że Aleksandrowicza koncepcja ochrony zdrowia odniesiona została przez jej twórcę do wymiaru profesjonalnego nakazu troski[5] – otwartego na traumatyczne doświadczenia szeroko rozumianej choroby. Jako taka przypomina o kreatywnym charakterze lekarskiej powinności. Tymczasem postęp technologiczny oraz rozumienie człowieka jako „biologicznej maszyny”, którego użyteczność wyraża się w sprawności, wymusił na współczesnych oczekiwanie na magiczne usunięcie problemów zdrowotnych i cudowną przemianę „niedomagającego” w „zdrowe”, poza udziałem i odpowiedzialnością samego zainteresowanego leczonego podmiotu. Model współczesnego lekarza uformowany został dzięki dyskursowi medycznemu, wyodrębnionemu w XVIII i na przełomie XIX i XX wieku. Nadano mu walor jedynie obiektywnego i prawomocnego, dotyczącego choroby rozumianej w postaci uszkodzenia „biologicznej maszyny” .

W następstwie tego metodologicznego zabiegu odczucia egzystencjalne i metafizyczne pacjenta zostały wyprowadzone poza zasięg lekarskiego zainteresowania. Zauważyć należy, że jeszcze w XVIII w. stanowiły one wskaźnik powinności medycznej[6]. Na początku XX stulecia William Osler, angloamerykański pionier współczesnej medycyny, patolog i neurolog, zainteresował się statuą dostojnego Egipcjanina z około 2800 r. p.n.e., zwanego Imhotep, czyli „dający zadowolenie”. W przekonaniu Oslera Imhotep miał symbolizować „postać pierwszego lekarza wynurzającego się z mroku dziejów”[7]. Oto już w starożytności człowiek znał wartość zdrowego życia, miał również świadomość, że udzielanie jakiegoś dobra jest bezpośrednio związane z posiadaniem władzy nad owym dobrem. Nie przypuszczam, by wiedza ta została zapoznana przez człowieka lub stracona. Raczej – sądzę – człowiek zagubił się w swych poszukiwaniach i domniemaniach.

[1] A. B. Jagiełłowicz, Wprowadzenie, [w:] A. B. Jagiełłowicz (red.), Humanizm a medycyna, Wrocław 2013, s. 11.

[2] St. W. Hawking, Krótka historia czasu. Od wielkiego wybuchu do czarnych dziur, tłum. P. Amsterdamski, Poznań 2007, s. 60-67.

[3] M. Scheler, Resentyment a moralność, tłum. J. Garewicz, Warszawa 1997.

[4] J. Aleksandrowicz, Sumienie ekologiczne, Warszawa 1979, s. 6; A. B. Jagiełłowicz, Juliana Aleksandrowicza…, s. 70-71.

[5] Idem, Nie ma nieuleczalnie chorych, Łódź 1987, s. 14.

[6] B. Płonka-Syroka, Wstęp, [w:] B. Płonka-Syroka (red.), Choroba jako zjawisko społeczne i historyczne, Wrocław 2001, s. 3-8.

[7] J. Thorwald, Dawna medycyna, jej tajemnice i potęga, tłum. A. Bandurski i J. Sczaniecka, Wrocław 1990, s. 17.

Udostępnij to:

Dodaj komentarz