Czy stać nas na życzliwość…?

Ten wpis był dotąd czytany 2407 razy!

Żyjący współcześnie filozofowie powiedzieliby, że problemem życzliwości powinna się zajmować psychologia. Psychologia jako samodzielna dyscyplina naukowa powstała pod koniec XIX wieku, jednak rozwinęła się ona na gruncie filozofii i już w starożytnej Grecji Platon i Arystoteles podejmowali problemy ludzkiej psyche. Nic więc dziwnego, że Arystoteles, omawiając zasady ogólne dotyczące „rzeczy” przeciwstawnych, podjął temat życzliwości. Pisał, iż przyjaźń jest życzliwa, wrogość zaś nieżyczliwa. W prosty sposób scharakteryzował on warunki zaistnienia przyjaźni i wrogości. Innymi słowy mówiąc przyjaźń proponował oceniać według przejawianej życzliwości, wrogość zaś – nieżyczliwości.

Jaką wartość dla nas, współczesnych, może mieć to arystotelesowe rozróżnienie? Taka czarno-biała, szachownicowa, klasyfikacja nakazuje jednoznacznie oceniać skłonność do przyjaźni i wrogości, nie uwzględnia w zachowaniach ludzkich płynności przejścia od przyjacielskiego nastawienia do wrogiego. Sugeruje jednoznaczne oceny moralne. Niektóre współczesne teorie przychylają się do tego sztywnego rozróżnienia. I tak np. James C. Barnes zakłada genetyczne uwarunkowanie przestępczości. Podobnej klasyfikacji ludzi dokonuje Léopold Szondi, dzieląc ich na „ablonitów” i „kainitów”. Zadajemy sobie pytanie, czy przyjaźń albo wrogość są stałymi, wrodzonymi dyspozycjami, charakteryzującymi naszą ludzką naturę? Czy możemy podzielić ludzi na dobrych i złych, nie dając im szansy na dokonywanie wyborów, na podejmowanie decyzji co do tego, kim naprawdę chcą być w stosunku do innych ludzi?

Samo codzienne życie wydaje się jednak pokazywać, że problem nie jest taki prosty.  Zdarza się przecież, że w stosunku do jednego człowieka jesteśmy przyjacielscy, do drugiego nastawieni wrogo. Innym razem w stosunku do tego samego człowieka przejawiamy w pewnych sytuacjach życzliwość, w innych zaś nie – np. jesteśmy przyjacielscy, gdy ktoś nas chwali, kiedy jednak robi nam wymówki i złości się na nas – zmieniamy nasze nastawienie i też stajemy się nieprzychylni, nieprzyjemni. Niejednokrotnie w tym samym momencie miotają nami uczucia życzliwości i przyjaźni – np. kochamy i jesteśmy do szaleństwa zazdrośni, w afekcie jesteśmy nawet w stanie zabić.

Z tych rozterek rodzi się pytanie, czy możemy skłonność do nieżyczliwości przekształcić w życzliwość i czy przejście z jednego w drugie dokonuje się w jednym momencie, skokowo, czy też jest rozciągnięte w czasie? Jeśli jednak przyjmiemy, że stopniowo i pracując nad sobą możemy stawać się ludźmi życzliwszymi i lepszymi, że możemy wstępować na coraz to wyższe poziomy, to musimy też założyć, że istnieją stany przejściowe pomiędzy życzliwością a nieżyczliwością, jakieś odcienie szarości… Z trudności związanych z jednoznacznym rozwiązaniem tych problemów zdawał sobie sprawę Erich Fromm. Mówił on o toczącej się w człowieku wojnie pomiędzy skłonnością do nekrofilii a dyspozycjami biofilnymi. Stał na stanowisku, że w życiu permanentnie podejmujemy moralne wybory, które przybliżają nas to do bieguna życia i dobra, to znów – śmierci i zła. Przyznawał jednak, że mogą istnieć skrajne nekrofilne typy (np. Hitler), jak też absolutni biofile (np. Matka Teresa).

Wydaje się, że skomplikowany mechanizm pociąga za sznurki naszego bogatego psychicznego życia. Z całą pewnością lubisz doświadczać życzliwości we własnym życiu: w domu, pracy, szkole… Kiedy słyszysz dobre słowa, widzisz uśmiech i dotyka ciepła pomocna dłoń – czujesz się „zaopiekowany”.  I oto słońce na horyzoncie, wiosna w sercu… Tymczasem wrogość, grymas nienawiści, cyniczny uśmiech sprawiają, że ogarnia nieprzyjemne uczucie chłodu, obcości, lęku przed odrzuceniem, niskiego poczucia wartości. Wtedy sam nieuchronnie wpadasz w pułapkę nieprzychylności do wszystkiego, co obce, wrogie, nieprzyjazne. I tak – miotany uczuciami – raz unosisz się na fali życzliwości, to znów porywa Cię nieżyczliwość. Balansujesz niczym koralik na nitce, wprawiając się w stany dobrego i złego nastroju w stosunku do świata i ludzi.

Popadasz w konflikt z samym sobą. Jak na huśtawce uczuć miotasz się między przyjemnymi i niemiłymi doznaniami. Raz wydaje Ci się, że one są zrośnięte z Tobą, z Twoją osobistą naturą, innym razem oskarżasz o nie warunki, w jakich żyjesz, ludzi, Boga, złośliwe fatum. W jednym i drugim przypadku zakładasz, że jesteś uwarunkowany: wewnętrznie i zewnętrznie. Zauważasz, że mimo rachunków sumienia, żalu z powodu wyrządzonej krzywdy, dobrych postanowień; mimo ciężkiej systematycznej pracy nad sobą niewiele się zmienia. Tłumaczysz, że surowe i bezwzględne życie nie sprzyja temu, by raz na zawsze pokonać w sobie negatywne emocje, złość, wrogość. Usprawiedliwiasz się, próbujesz racjonalnie uzasadnić swoje sprzeczne zachowania. Ciągłe powroty do konfesjonału lub uwspółcześnionych jego wersji: na kozetkę psychoanalityka, do gabinetu terapeuty, do pedagoga czy psychologa szkolnego, ugruntowują Cię w przekonaniu, że jesteś skazany na los Syzyfa. Tak więc mozolnie podejmujesz próby przeobrażenia osobistego życia, ale każdorazowo kończą się one fiaskiem. Ten zachodzący w Twojej psychice proces zdaje się nie mieć końca. Ulegasz mechanizmowi pożądania doznań przyjemności związanych z życzliwością. Jednak przy byle okazji niszczysz w sobie to pragnienie.

Przypuszczam, że kiedy spoglądasz z boku (z pewnego dystansu) na własne życie, zadajesz sobie pytanie, czy istnieje możliwość pozbycia się mozołu związanego z udoskonalaniem siebie. Zauważasz, że codzienny trud pożądania tego dobra i równoczesnego uciekania przed nim nie przynosi satysfakcji. Jest on nieuchronnie związany ze wspomnieniami i powrotami do miłych chwil. Pamięć o dobrych chwilach wzmaga potrzebę powtarzania tych doznań. Marzysz o ponownym przeżyciu ich w przyszłości, wizualizujesz je i projektujesz na przyszłość. Równocześnie dążysz do usunięcia problemów wynikających z nieprzyjemnych doświadczeń albo uciekasz przed nimi lub starasz się zapomnieć o nich, niejednokrotnie tłumisz je w sobie. Tymczasem zauważasz, że w teraźniejszości niewiele się zmienia.

Jest to dobry moment na zastanowienie się nad fundamentalną dla człowieka kwestią: „Czy stać nas na życzliwość?”, „Czy istnieje możliwość autentycznej, całkowitej, jakościowej i nieusuwalnej przemiany człowieka, by już tylko miłość gościła w jego życiu?

 

Udostępnij to:

Dodaj komentarz