Nasze gwiazdy konsumują kulturę

Ten wpis był dotąd czytany 2035 razy!

W „Informacjach dnia” z 30 stycznia 2014 roku na kanale Superstacji usłyszałam, że „nasze gwiazdy są konsumentami kultury”. Ostatnio w mediach słyszy się dużo o „gwiazdach” i celebrytach, zwłaszcza aktorach, piosenkarzach, uczestnikach reality show, sportowcach, czyli o osobach, które – jak się wypowiedział Daniel Boorstin w The Image or What Happened to the American Dream? (1961) – „są znane z tego, że są znane”. W języku polskim słowo „celebryta” pojawiło się stosunkowo niedawno (statystyki wskazują na 2009 rok). Tym bardziej zastanawiać może fakt, że w tak krótkim czasie zawładnęło ono społeczeństwem usiłującym realizować wartości i ideały humanizmu chrześcijańskiego!

Celebryta wyzbywając się wstydu, wystawia swoją prywatność na widok publiczny. Kojarzony najpierw ze złą sławą i trywialnym stylem, obecnie – za sprawą środków masowego przekazu – jest dostarczycielem masowej rozrywki, jakże często mało wybrednej. Celebryta nie musi kreować rzeczywistości filmowej lub scenicznej, nie musi być artystą w klasycznym rozumieniu tego słowa. To on sam i jego życie są wybierane i celebrowane, on staje się przedmiotem kultu. Jego obsceniczność nie jest odrzucana, wręcz przeciwnie! Popularność celebryty sprawia, że ludzie utożsamiają się z nim, starają do niego upodobnić. Ta nowa moda na życie powierzchowne niepokoi. Jak konsumowanie (zwłaszcza kultury) może wpływać na myślenie człowieka, dla którego celebryta jest idolem: na wybór wartości, miłość, poczucie piękna, dobra?

Zmiany technologiczne, ekonomiczno-polityczne, a nawet niejednokrotnie religijne, dają człowiekowi niezliczone możliwości wyboru wygód, przyjemności i rozrywek. Współcześni ludzie zachłysnęli się tym, wydawać by się mogło, nieograniczonym bogactwem i możliwościami, ulegli konsumpcyjnemu stylowi. Używają życia, pożerają dobra; z każdą chwilą coraz bardziej wyrafinowane i wymyślne ich formy są w stanie nasycić ludzi, zaspokoić ich pragnienia i potrzeby. Jednak zadowolenie z osiągniętego poziomu życia, poziomu odpowiadającego aktualnym modom i trendom, okupione jest uległością wobec tych, którzy spełniają te zachcianki. W społeczeństwach technologicznie rozwijających się sprawnie działające systemy kontroli społecznej ustawiają człowieka w pozycji obiektu uzależnionego od towarów (materialnych, intelektualnych, emocjonalnych) i sterowanego. Z powodu tego uwarunkowania człowiek pozwala sobą manipulować i wykorzystywać.

Przekonanie, że postęp (zwłaszcza technologiczny) jest tendencją powszechną, zrównoważoną i nieodwracalną, jest z całą pewnością naiwny i powierzchowny. Jednak staje się ono naprawdę groźne dla samego człowieka dopiero wtedy, gdy konsumpcja przeobraża się w formę duchowości. W książce Święte siedlisko człowieka: o magii i pięknie życia (1999) Henryk Skolimowski „kondycję człowieka ery technologicznej” ocenia jako zubożoną. „Konsumpcyjne nienasycenie” wymusza ciągłą stymulację przez coraz bardziej wymyślne bodźce; sprawia, że człowiek staje się drapieżny, zachłanny na przyjemności i rozrywki. Bezrefleksyjne dogadzanie sobie nieuchronnie prowadzi do ospałości i zobojętnienia. Jeśli ciało jest przejedzone i ociężałe, to czy umysł może pracować sprawnie, być czujny i twórczy?

Zastanówmy się zatem poważnie, czy w tak ukierunkowanym, konsumpcyjnym życiu może się znaleźć miejsce dla życzliwości i miłości? Dla istnienia dla innych.

 

 

Udostępnij to:

Dodaj komentarz