Leki z pozytywką?

Ten wpis był dotąd czytany 2607 razy!

Ministerstwo Zdrowia przypomina (http://www.rynekzdrowia.pl/Farmacja/Arlukowicz-bedzie-infolinia-nt-tanszych-zamiennikow-lekow,138095,6.html, data odczytu: 8.02.2014), że farmaceuta ma ustawowy obowiązek poinformować pacjenta o możliwości nabycia tańszego odpowiednika leku, który jest objęty refundacją. Troska o kieszenie ubogich pacjentów musiała chyba spędzać sen z powiek ministra zdrowia, Bartosza Arłukowicza, skoro wspólnie ze współpracownikami wpadł na genialny pomysł uruchomienia przez Ministerstwo Zdrowia infolinii, za pomocą której pacjenci będą mogli dowiedzieć się, czy konkretny lek ma swój tańszy odpowiednik. Wiadomość została przekazana we środę, 5 lutego; zawierała zastrzeżenie, że zatrudnieni w infolinii farmaceuci nie będą udzielali porad np. dotyczących stosowania leków, bowiem przekazana informacja nie ma zastępować rozmowy pacjenta z lekarzem.

Arłukowicz założył, że w większości ludzie na emeryturze są ubożsi, a nie wszyscy wiedzą o istnieniu zamienników. W trosce o ubogich wziął udział w spotkaniu z przedstawicielami Uniwersytetu Trzeciego Wieku Woli i Bemowa w Warszawie. W niedalekiej przyszłości planuje odwiedziny w innych tego typu placówkach. Spotkanie prowadził Grzegorz Cessak, prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Cessak wyjaśnial, że na rynku farmaceutycznym są dostępne leki innowacyjne oraz leki generyczne, które są odpowiednikami, zamiennikami leków innowacyjnych. W jego przekonaniu leki generyczne to pełnowartościowe, tańsze zamienniki, odpowiedniki leków innowacyjnych. Mają one taki sam, jak w leku innowacyjnym, skład w odniesieniu do substancji czynnej oraz taką samą postać farmaceutyczną. Zaprzeczał, jakoby lek generyczny był fałszywym lekiem innowacyjnym lub jego nieudolną podróbką. Zapewniał, że zamienność ta musi zostać potwierdzona rzetelnymi badaniami klinicznymi. Mówił też, że lek innowacyjny jest produktem leczniczym dopuszczonym do obrotu na podstawie pełnej dokumentacji, stanowi efekt długotrwałych i kosztownych badań. Tymczasem, w jego przekonaniu, znacznie prościej jest skopiować istniejący lek i sprzedawać go taniej i z tego powodu wprowadzono 10-letni okres ochronny, w którym twórca leku ma na niego monopol.

Infolinia to przedsięwzięcie godne zauważenia, zwłaszcza, że po ostatnich aferach związanych z zaniedbaniami w polskiej służbie zdrowia Arłukowicz musiał zrehabilitować się i odzyskać (albo pozyskać) zaufanie, jakby nie było, najliczniejszej grupy polskiego społeczeństwa – tych, których na leczenie nie stać. Dbałość o chorych (zwłaszcza ubogich), zabezpieczanie im godnych warunków przychodzenia do zdrowia, odnawiania sił witalnych, jest chlubne. Czy jednak, zapytajmy, przyjęty przez Rząd i Ministerstwo Zdrowia kierunek rozwiązywania problemów, z jakimi borykają się pacjenci, jest dobry? I tutaj nasuwają mi się wątpliwości i pytania, na które chciałabym mieć jasne i klarowne odpowiedzi. Myślę, że sami pacjenci również tęsknią do czasów, kiedy wraz z chorobą nie będą się pojawiać przeszkody utrudniające lub wręcz uniemożliwiające radzenie sobie z problemami zdrowotnymi.

Pierwsza kwestia, o której chcę powiedzieć, dotyczy owego niezastępowania rozmowy pacjenta z lekarzem przez rozmowę pracownika infolinii z pacjentem. Owszem, rzecz byłaby godna podkreślenia, gdyby faktycznie rozmowy pacjentów z lekarzami miały miejsce. Od razu poczynię zastrzeżenie, że rozmową taką nie jest sformalizowany wywiad, do przeprowadzenia którego każdy lekarz jest zobowiązany. Poza tym, gdyby faktycznie rozmowy te miały miejsce, pacjent o zamiennikach dowiedział by się od lekarza! Na ogół w gabinecie lekarskim zapomina się o człowieku zmagającym się z cierpieniem, bólem, lękiem i warunkami socjalnymi, człowiekiem tęskniącym do pełni wartościowego życia, czekającym na troskliwą dłoń lekarza – przyjaciela. Bożena Płonka-Syroka, historyk medycyny, pisze we Wstępie do książki Choroba jako zjawisko społeczne i historyczne (2001), że dziś profesjonalna aktywność lekarska jest rozumiana jako jedynie obiektywna i prawomocna. W jej przekonaniu ta „medykalizacja choroby” doprowadziła do wysiedlenia odczuć egzystencjalnych i metafizycznych z pola zainteresowania lekarskiego. A te właśnie odczucia jeszcze do końca XVIII wieku były częścią powinności medycznej i wskaźnikiem „profesjonalnego nakazu troski” o pacjenta. Tymczasem współcześnie borykać się nam przychodzi z procedurami „naprawiania ludzkiej maszyny”. Skoro zaś lekarz ma do czynienia z „maszyną”, to nic dziwnego, że wypełnia swoje obowiązki bezdusznie.

Tak więc zamiast szykować nowe etaty, przygotowywać programy i zaplecze socjalne do realizacji pomysłów wzmacniających nieprawidłowo funkcjonującą służbę zdrowia, lepiej byłoby się chyba zastanowić, w jaki sposób stworzyć pacjentom dobre warunki do pokonywania problemów zdrowotnych?!

Kwestia druga dotyczy oświadczenia Grzegorza Cessaka, że lek generyczny nie jest fałszywym lekiem innowacyjnym lub jego nieudolną podróbką. Szczerze mówiąc nie zostałam przekonana. Przypominam sobie wystąpienie Sławoja Kucharskiego, nieżyjącego już Profesora farmacji, który na konferencji „Ekologia Pogranicza” mówił o względnej jałowości leków. Jałowość (sterylność) to nieobecność w danym materiale zdolnych do życia drobnoustrojów w ich formach wegetatywnych, jak i przetrwalnikowych. Materiał jałowy nie może zawierać bakterii ani też ich przetrwalników, grzybów ani ich zarodników, pierwotniaków ani wirusów. Jałowość osiąga się poprzez proces sterylizacji. Jednak nawet najlepiej przeprowadzona sterylizacja nigdy nie zapewnia całkowitej jałowości sterylizowanego materiału. Dlatego w praktyce za jałowy uznaje się materiał, w którym prawdopodobieństwo przeżycia jednej komórki mikroorganizmu jest równe lub mniejsze od 10-6.

Czy słowo „kopia”, zastosowane do określenia zamienników, nie powinno niepokoić? Kopia nie jest oryginałem, nigdy! O czym więc jest mowa? Być może należałoby kontrolować leki generyczne pod kątem stopnia jałowości i zawartości zanieczyszczeń w stosunku do leków innowacyjnych? Albo wywoływanych skutków ubocznych – czy można z całą pewnością powiedzieć, że są one identyczne? Czy zatem faktycznie problem różnicy pomiędzy lekami innowacyjnymi a generycznymi jest kwestią dbałości o interesy twórcy leku? Zastanawiam się, czy ci, których stać na leki innowacyjne, zaopatrują się w nie skuszeni wybitnie estetycznymi opakowaniami? A może dorzuconą w charakterze bonusu pozytywką? –  Ta z pewnością nie przygrywa im marsza żałobnego…

Udostępnij to:

Dodaj komentarz