Kilka końców prawdy o człowieku

Ten wpis był dotąd czytany 2063 razy!

Czy koniecznie trzeba poniżyć się do mechanicznego i rutynowego reagowania w różnych sytuacjach życiowych, do stawania się trybikiem w wielkiej machinie społecznej? Przyjrzyjmy się mechanizmom skrywającym się za tą ludzką słabością?

Oto zauważamy, że autorytety (które zresztą z reguły są pseudo-autorytetami lub autorytetami – samozwańcami) usiłują odebrać ludziom poczucie ich wyjątkowej osobistej wartości i ważności. Niejednokrotnie stosują one przemoc psychiczną, narzucając własne zdanie; nie liczą się z cudzymi uczuciami, opiniami i poglądami. Ich celem jest udowodnienie za wszelką cenę własnych racji! Nie zawsze jednak czynią to w brutalny sposób! Niejednokrotnie grają rolę „uniżonego”, „uległego” i „świętego”, zasługującego na najwyższą cześć; udają przyjaciół, bogobojnych, altruistów. Łączy ich wszystkich jedna cecha: nie znoszą sprzeciwu.

Jedni i drudzy muszą korzystać z nieuczciwego sposobu przekonywania, dowodzenia własnych racji, ujarzmiania, podporządkowywania. Pobudki ich zachowania związane są często z poczuciem nieograniczonej władzy i pewności siebie, ale najczęściej są powodowane lękiem przed ujawnieniem miernoty, przerośniętymi ambicjami, wygórowanym mniemaniem o sobie samym… Za ich autorytaryzmem skrywają się dość przyziemne uczucia i emocje: niechęć do myślenia otwartego, złość, nienawiść, zazdrość, nieżyczliwość, agresja, obłuda…

Pierwsi niejednokrotnie chwytają się środków prymitywnych: osaczają, ośmieszają, kpią, stosują mobbing, są cyniczni, złośliwi, sarkastyczni, nie dopuszczają do głosu, są nieprzyjemni, nieraz wulgarni… Do takiego się nie zbliżysz. Mówi się o nich, że nosy swoje noszą powyżej czubka głowy. Czy miałeś kiedyś do czynienia z apodyktycznym nauczycielem? A może presję wywierał na Ciebie urzędnik, pracodawca, komornik, telemarketer…? Jak często chylisz przed nimi czoło, poddajesz się im, ulegasz?

Natomiast ci uniżeni i służalczy, obłudni i fałszywi karmią Cię pozorowanymi prawdami, wykorzystując demagogię i moralizatorstwo. Wkradają się w Twoje łaski, a kiedy już w pełni zależny jesteś od nich, kiedy związany jesteś z nimi emocjonalnie – grożą odrzuceniem (to na wypadek, gdybyś przypadkiem odkrył podstęp). Znane są drastyczne przypadki przywódców religijnych i sekciarzy, którzy korzystają z tych technik oddziaływania. Ale przywódcy polityczni nie są wcale w tym procederze gorsi. A może słyszałeś o rodzicach, którzy „wybierają” za dziecko szkołę, partnera… „Będę cię kochał jeśli spełnisz moje wymagania!” – Czy znasz smak tych słów?

Czy przejrzałeś intencje i metody pseudo-autorytetów? Czy rozpoznajesz ich w swoim otoczeniu?

Ulegamy autorytetom nie tylko dlatego, że nie mamy nic do powiedzenia albo nie chce nam się myśleć. Powód tego uwarunkowania leży głęboko w nas, w potrzebie bycia akceptowanym i kochanym przez ludzi, którzy nas otaczają. Istnienie poza marginesem społecznym, życie w charakterze człowieka obscenicznego, innego… nie jest przyjemne, modne, ani nie mieści się w zwyczaju i dobrym tonie. Pragniemy potwierdzenia naszej ważności i tego, że jesteśmy potrzebni. To potwierdzenie jest istotniejsze dla nas, niż sama osobista wartość, którą jesteśmy, niż nasz prywatny głos. To potwierdzenie odczytujemy jako nasz sukces. Gdybyśmy jednak cenili siebie wysoko, nie wyrazilibyśmy nigdy zgody na manipulację naszym życiem, na sterowanie nim.

Tymczasem rezygnujemy chętnie z samodzielnego i odpowiedzialnego myślenia i życia. Zaspokajamy cudzą potrzebę gnębienia, wywierania nacisku. W różnych dziedzinach i sytuacjach sami godzimy się na przemoc. Jakże często zabiegamy o akceptację, ulegamy presji „wiedzących za nas”, „wiedzących lepiej”, będących w posiadaniu „wiedzy pewnej”, „oświeconych”, „nauczycieli”, „proroków”, „kapłanów”… Raczej nie wsłuchujemy się uważnie w ich „przesłanie”, nie zastanawiamy się nad słusznością ich twierdzeń, nie odważamy się kwestionować, polemizować, przyglądać faktom, powątpiewać. Jeśli rozmyślamy nad słowami autorytetów, to raczej w celu przystosowania ich do naszego życia.

Autorytety zmieniają się, a wraz z nimi ich sztandarowe hasła i prawdy. Czy wiesz np., że kiedyś ksiądz odmawiał samobójcom pochówku na cmentarzu „przykościelnym”, a dzieci nieochrzczone wysyłano do piekła albo czyśćca? Ile „czarownic” zginęło na stosach? A co teraz mówi się o tych wszystkich sprawach? Pamiętasz reklamę „margaryna zdrowsza niż masło”? A jak często sięgasz po APAP gdy boli Cię głowa? Czy wybierasz się na studia z powodu pasji, czy po to, by zabezpieczyć życie, ustawić się w nim?… Przykłady można mnożyć – w każdej dziedzinie życia i wiedzy. Nawet w SZTUCE istnieją kanony, których przekroczenie grozi „eksmisją” z Jej szlachetnego i świętego przybytku. Na pewno słyszałeś, że ideałem piękna w baroku były pulchne kobiece ciała? A jaki jest dzisiaj stosunek do „puszystych”? Wielu artystów straciło „dobre imię” tworząc dzieła oryginalne, odbiegające od powszechnie uznanego kanonu.

Rezygnujemy zatem z autentycznego i bezpośredniego poznawania na rzecz prawd cudzych i przez to wątpliwych, ale dających nam zadowolenie i – w naszym mniemaniu – bezpieczeństwo, spokój. Jak zauważamy, pokrętnych końców naszego człowieczeństwa jest wiele, tyleż samo uzasadnień i usprawiedliwień dla istnienia autorytetów. Zastanowić się jednak warto, czy nie jest ten azyl złudzeniem!

Udostępnij to:

Dodaj komentarz