Miłość i mezalians

Ten wpis był dotąd czytany 3713 razy!

Choć ta historia wyrwana została z życia, to jednak wszelkie ślady są w niej pozacierane, a podobieństwa przypadkowe:

Były imieniny szefa i spotkali się wieczorem w „Diabelskim młynie”, żeby – jak to nazywali – zintegrować się, głównie z Markiem, który od niedawna pełnił obowiązki kierownika działu produkcji. Marek był lizusem i miał cicho-ciemne układy z dyrektorem firmy, dlatego nie lubili go. Ale tego wieczora trzeba było robić dobrą minę do złej gry. Piwo lało się wartkim strumieniem. W ogólnym harmiderze wydawało się, że wszyscy bawią się dobrze. Tylko Jacek sprawiał wrażenie nieobecnego. Wciąż wychodził, niby „na papierosa”. Ale przecież już dawno rzucił palenie…?!

Jacka poznałam kiedyś w księgarni. Z wypiekami na policzkach, zaczytany w książce (chyba z psychologii sukcesu) mamrotał coś pod nosem. Stałam nieopodal. Przeglądałam nowości wydawnicze kiedy mnie zaczepił. Burknął coś o niespełnionych marzeniach, studiach ukończonych dla pieniędzy, nędznym dzieciństwie, kiedy to pozostawiony samemu sobie… W końcu, nie czekając na moją reakcję, wzruszył ramionami i wyszedł.

Pamiętnego wieczora w „Diabelskim…” znowu go spotkałam. Tym razem jednak po piwie język mu się rozwiązał. Ukończył weterynarię na „Rolniczej”, szumnie dziś nazywanej Uniwersytetem Przyrodniczym. Ale nienawidzi swoich studiów i pracy, którą musi wykonywać. „Wszystko dla pieniędzy, żeby wydobyć się z dołka” – mówił z jakąś złością i zacięciem. Nie ma ani prawa jazdy, ani też nadziei na samochód – od nikogo nie dostanie przecież takiego prezentu, a sam szybko się nie dorobi. Nie ma komórki „z wypasem”, lecz starą Nokię. Z jego komputerem najczęściej są problemy – kiedy najbardziej tego potrzebuje, ten nie odpala. Marna stancja w jakiejś ruinie, ze wspólnym przedpokojem i śmierdzącą łazienką. I jeszcze książki: literatura piękna, filozofia, ezoteryka, psychologia… Marzy o tym, by rzucić zawód i zająć się nimi na poważnie. No i pożera go tęsknota do Ani – dziewczyny, która za granicą robi specjalizację z medycyny estetycznej. To wszystko co ma. A może aż tyle?

Wszystko rozbija się nie o odległość, o to, że teraz widują się „raz na ruski rok”, kiedy ona przyjeżdża do Polski. Kasa, a raczej jej brak, spędza Jackowi sen z powiek. Zapalił, mimo że dawno z tym skończył, i zaciągnął się głęboko dymem: „Boję się, że ona – przyzwyczajona do wygodnego życia – znajdzie sobie w końcu innego, kogoś kto ją ozłoci, kto pozwoli jej rozkwitnąć. Może nawet już ma kogoś, a ja tutaj jestem tylko maskotką? Boję się, że nasz związek jest mezaliansem, że nie ma szans na przetrwanie. Anka prędzej czy później zobaczy, kim naprawdę jestem. Nie umiem spełnić jej oczekiwań. Nie potrafię żyć w pełni, cieszyć się i korzystać z tego, co oferuje bogactwo. Nie rozumiem tego stylu. Nie jestem w stanie się w nim odnaleźć”.

Podszedł do stolika, pociągnął łyk piwa, drugi i trzeci. I powrócił do rozmowy ze mną. Ale teraz zagrały inne uczucia. W jego słowach można było wyczuć cień nadziei: „Załatwiłem sobie pracę sezonową – w czasie urlopu będę zbierał winogrona w Prowansji. Może kupię telefon, którego nie będę się musiał wstydzić…! Zamyślił się. A wiesz? Ania powiedziała, że pojedzie tam ze mną. Chce ze mną spędzić więcej czasu, lepiej poznać. Rezygnuje dla mnie z wakacji w Paryżu i z luksusu…”. Potem poszedł w swoją stronę, a ja w swoją, ale ta historia nie daje mi spokoju.

Ja, mój, moje, o mnie, dla mnie, ze mną… Czy miłość kalkuluje? Jeśli kochasz, czy zastanawiasz się nad przetrwaniem Twojego związku i jak zaspokoić partnera? Czy kiedy kochasz, użalasz się nad swoimi „niedoskonałościami”, czy raczej próbujesz wykrzesać z siebie najlepsze emocje? Czy prawdziwa miłość nie pragnie udzielać dobro – bez oczekiwań, żądań, obmyśliwania planów, kombinowania i rachowania?

Prawdziwa miłość jest jak kwiat, pachnie – powiedziałby Jiddu Krishnamurti. Nie ma większego znaczenia, czy jest osobista czy bezosobista. Ani to, czy ktoś stoi blisko czy z dala od kwiatu. Ten, kto poczuje i zechce, i tak będzie się nim rozkoszował. Bez względu na to, jak bardzo będziemy o to zabiegać, pracować nad sobą, uszlachetniać. Taką miłością się po prostu jest (albo i nie). A Erich Fromm dorzuci, że prawdziwa miłość po prostu JEST BYCIEM, a nie POSIADANIEM. Jednak różnica w myśleniu tych filozofów o miłości jest znacząca. O ile Krishnamurti mówi, że miłości nie osiąga się stopniowo, lecz człowiek staje się nią jednorazowo i na zawsze, to Fromm przedstawia nam etapy i formy rozwoju miłości.

A jak to z Tobą jest, drogi Czytelniku? Czym dla Ciebie jest miłość?

 

NAPISZ KOMENTARZ ALBO WYŚLIJ WIADOMOŚĆ Z ZAKŁADKI „KONTAKT Z AUTORKĄ”!!!

WIEDZ, ŻE:

TWOJE DANE OSOBOWE SĄ W PEŁNI CHRONIONE!!!

MOŻESZ POSŁUGIWAĆ SIĘ PSEUDONIMEM!!!

Udostępnij to:

11 thoughts on “Miłość i mezalians

  • 10 marca 2014 o 20:42
    Permalink

    Miłość to uczucie w dobie XXI wieku jest uczuciem które nie często się zdarza . Świat w którym żyjemy jest nacechowany szybkim pędem . Niestety teraz miłość jest bardziej mieć niż być . Uważam niestety że doszło do wypaczenia nawet w uczuciu zwanym miłością jedyna miłość która pozostała w pełni w tego słowa znaczenia jest miłość matczyna która z natury jest bez graniczna . Niestety uczucie miłości platonicznej zdarza się w wielu przypadkach młodzieńczych i nie tylko . Bardzo często zdarza się że kochamy osobę bezgranicznie a ona wiedząc o naszym uczuciu wykorzystuje je do własnych celów.
    Lecz nie neguje obecności prawdziwej miłości o takiej której pisał wyżej cytowany Jiddu Krishnamurti która jeśli faktycznie jest prawdziwa,, jest byciem”.

  • 11 marca 2014 o 17:44
    Permalink

    Miłość jest czymś, czego nie trzeba definiować, ubierać w słowa czy klasyfikować. Miłość albo jest albo jej nie ma i jeśli zastanawiamy się, czy kogoś kochamy to oznacza, że tego uczucia nam brakuje.

  • 11 marca 2014 o 21:19
    Permalink

    „A jak to z Tobą jest, drogi Czytelniku? Czym dla Ciebie jest miłość?”

    Na samym początku chciałbym nadmienić, że to co napiszę jest moją opinią, moimi przemyśleniami i poglądami o miłości. W tym artykule jest mowa o uczuciu między kobietą a mężczyzną, więc skupię się o miłości między dwiema osobami. Nie posiadam zdolności pisarskich, także to co napiszę może wydawać się chaotyczne itp.

    Wg. mnie istnieją etapy miłości, na początku dostrzegamy osobę, „wpada nam w oko”, jesteśmy zainteresowani tą osobą, zaczynamy z nią rozmawiać, pragniemy wiedzieć o niej więcej i więcej, a następnie przebywać w jej towarzystwie. Trzeba mieć energię, ciekawość, zaślepienie. Jest nawet taka chwila na początku, kiedy trzeba przeskoczyć nad „przepaścią”: kto się zastanowi, nie zrobi tego. Kiedy już podjęliśmy decyzję i postanowiliśmy przeskoczyć nad tą „przepaścią” jest już za późno dla nas :)).
    Uważam, że kilka pierwszych miesięcy związku, może nawet cały pierwszy rok to okres zauroczenia, patrzenia przez różowe okulary. Wtedy najbardziej czujemy potrzebę bycia przy drugiej osobie, nie dostrzegamy jej wad (efekt aureoli). Mam na myśli to, że wiele związków rozpada się, pary odchodzą od siebie w momencie gdy kończy się czas zauroczenia i pojawia się miłość, a dokładniej kiedy trzeba zacząć budować takie wartości jak zaufanie, wzajemna wiara w siebie, pewność, że druga osoba nas nie zawiedzie i nie skrzywdzi. Kolos na glinianych nogach, dopiero wtedy zaczynają się schody, wielu ludzi to przerasta i automatycznie zaczynają się problemy, kłótnie, w efekcie dopiero zaczynamy dostrzegać jaką osobą jest tak naprawdę ten ktoś. I albo ten ktoś jest wart naszych poświęceń – zaczniemy pielęgnować, dbać o związek – albo proponujemy pozostanie przyjaciółmi.

    „Ja, mój, moje, o mnie, dla mnie, ze mną… Czy miłość kalkuluje?”
    – Jeśli w pełni ufamy tej drugiej osobie to coś takiego jak kalkulowanie nie ma miejsca. Jeżeli ufamy, oznacza to, że nie martwimy się o najgorsze rzeczy, które teoretycznie mogłyby nam się przytrafić ze strony partnera, ale nie myślimy o tym, nie martwimy się, ponieważ mamy ZAUFANIE. Gdy zawiedziemy, chyba niemożliwe jest odzyskanie zaufania w 100%, może na 90%, ale wydaje mi się, że już zawsze będzie ta nutka niepewności.

    Mówi się, że miłość bez cierpienia nie jest miłością i osobiście zgadzam się z tym, gdyż jesteśmy tylko ludźmi, nikt nie jest idealny i dlatego też w miłość wpisane są kłótnie, waśnie, różnice poglądów itd, trzeba to zaakceptować i nie załamywać się, gdy będziemy kłócić się z partnerem. Sprzeczka, kłótnia sama w sobie jest swego rodzaju sprawdzianem, testem. „Z miłością jest jak z masłem. Od czasu do czasu trochę chłodu utrzymuje je w świeżości.”

  • 11 marca 2014 o 21:46
    Permalink

    Ja w pełni popieram myśli A. De Mello : ”Nie być dla nikogo kimś szczególnym i kochać wszystkich – bo to jest prawdziwa miłość. Ogrzewa dobrych i złych w jednakowym stopniu. Wtedy stajesz się miłością, kiedy przemieniasz się w miłość.
    Rzeczywistość, Bóg, boskość, prawda, miłość są niepoznawalne, to znaczy nie mogą być pojęte przez myślący umysł.”

  • 12 marca 2014 o 11:43
    Permalink

    Uważam, że dla każdego miłość jest czymś innym. I na tym chyba polega wyjątkowość tego uczucia – tak ciężko je zdefiniować, tak ciężko znaleźć odpowiednie słowa. Myślę, że człowiek przez całe swoje życie uczy się miłości, uczy się kochać drugiego człowieka, nie unikając przy tym popełniania błędów. Gdy przechodziłam kolejne etapy swojego życia, poczynając od małej dziewczynki – gdy miłość była dla mnie księciem na białym rumaku, poprzez okres buntu, gdy uważałam, że jest ona przereklamowanym zjawiskiem. Teraz myślę, że miłość to fascynujące i głębokie uczucie. Dotyka nas z nienacka i sami nie wiedząc czemu, nagle dostrzegamy w drugiej osobie to coś; coś, czego nie da się zdefiniować. I niewiadomo czemu, nagle chcemy z tą osobą dzielić życie, troski, powierzyć jej swoje tajemnice, pragniemy jej, pragniemy spędzać z nią jak najwięcej czasu, nasze serce bije niebezpiecznie szybko na jej widok.
    Jednak czy to jest miłość, czy może zauroczenie, fascynacja? Ciężko to stwierdzić. Myślę, że miłość to przedewszystkim zaprzeczenie egoizmu. To wczucie się w drugą osobę, chęć dawania jej szczęścia, radości, dania powodu do uśmiechu. To motywacja do naszej zmiany na lepsze – nagle z egoisty chcę stać się kimś lepszym, właśnie dla tej osoby, bo to ma sens, bo warto.
    Uważam, że nikt nie ma prawa do negacji innych definicji miłości. Jeśli dla bohatera wymienionej wyżej krótkiej historii to chęć zapewnienia swej ukochanej dobrobytu – to tak, to też jest swego rodzaju miłość. Bo miłość jest uczuciem szerokim, głębokim. Nie można nikomu odbierać prawa do odczuwania jej w taki sposób, w jaki ta osoba chce miłość przeżywać.
    Jeśli chodzi o cierpienie, to jest to nieodzowna część miłości. Stety lub niestety, gdy zaczynamy kochać, to nieświadomie godzimy się na cierpienie. Nie zakładam oczywiście najgorszego scenariusza, że każdy związek musi się zakończyć fiaskiem. Chodzi mi raczej o cierpienie spowodowane kłotniami.
    W filmach romantycznych film kończy się w momencie, gdy główni bohaterowie wyznają sobie miłość i rozpoczynają swój związek. Ja uważam, że dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa i piękna historia. Losy dwojga ludzi plotą się, ich odmienne charaktery zderzają się ze sobą i nagle człowiek zaczyna się uczyć trudnej sztuki kompromisu, współżycia z drugą osobą, dzielenia się z nią swoją intymnością od nagości po nieświeży wygląd o poranku.

  • 12 marca 2014 o 14:42
    Permalink

    Osobiście wierzę w mezalians, ponieważ wierzę w sztukę miłości opisaną przez Ericha Fromma. Uważam, że istnieją jeszcze tacy ludzie na świecie, dla których miłość polega nie tylko na „byciu kochanym”, ale przede wszystkim jest sztuką kochania, ars amandi dla drugiej drugiej osoby. Potrzeba tylko jednej rzeczy – wyzbyć się egoizmu. Tak, jest to coraz trudniejsze w dzisiejszym świecie, niemniej jednak zdarza się, zwłaszcza w tych sytuacjach kiedy pojawia się miłość według Jana Twardowskiego czy miłość zdefiniowana w 1 Liście do Koryntian, św. Pawła z Tarsu,

    Nietrudno było znaleźć przykład mezaliansu w dzisiejszym świecie. Wystarczyło wpisać w Internecie odpowiednie hasło. Wybrałem opowieść Majki i postanowiłem ją tu zamieścić:

    „Majka (34 lata, tłumaczka przysięgła z Warszawy):

    – Rodzice nigdy nie zaakceptowali mojego męża. Wciąż uważają, że ktoś inny mógłby dać mi lepsze życie. W ich pojęciu lepsze życie, to więcej pieniędzy. A Maciek nie jest z bogatej rodziny, a na dodatek skończył pedagogikę, czyli zawód, który nie rokuje fortuny.

    Tata Maćka pracował w fabryce, mama jest kucharką. Moja mama zajmuje się pośrednictwem nieruchomościami, a tata jest prawnikiem. Wiele razy słyszałam, że Maciek to człowiek z innego świata, że jest ze mną tylko dla kasy. Straszyli, że skoro pieniądze mnie nie interesują, to oni nie dadzą nam ani grosza. Widziałam, jak bardzo bolą go te słowa. Długo znosił upokorzenia. W końcu powiedział, że ma już dość, że nie weźmie nic od moich rodziców. Zapytał mnie, czy w tej sytuacji chcę nadal z nim być, że może być nam ciężko, ale on zrobi wszystko, żebyśmy sobie poradzili. Nie zastanawiałam się nad odpowiedzią. Wiedziałam, że to właśnie ten mężczyzna. I nie pomyliłam się.

    Maciek jest bardzo honorowy, więc nigdy nie chciał też przyjąć pieniędzy ode mnie. Proponowałam mu, że zapłacę na nasze wspólne wakacje, ale nie zgadzał się. Mówił, żebym pojechała z koleżanką. W takich chwilach przeszkadzało mi, że jest mniej zamożny, a właściwie bardziej jego podejście, bo przecież dawanie ukochanej osobie sprawia przyjemność. Przez jego ambicje nie mogliśmy zrobić wielu rzeczy.

    Dzisiaj żyjemy na niezłym poziomie. Maciek prowadzi sklep komputerowy, ja też dobrze zarabiam. Pomagamy jego rodzicom, którzy żyją ze skromnych emerytur. Nigdy nie żałowałam, że za niego wyszłam. Nigdy też nie udało nam się naprawić stosunków z moimi rodzicami. Może nie jesteśmy tak bogaci jak oni, ale bardzo szczęśliwi. Mamy dwójkę cudownych dzieci. Ciągle z czułością patrzę na Maćka, kiedy przez sen marszczy nos, a on ciągle robi jakieś głupie rzeczy, z których śmiejmy się jak dzieci. Czasami myślę sobie, co by było, gdybym wtedy posłuchała rodziców i ciarki przechodzą mi po plecach.”

  • 12 marca 2014 o 19:34
    Permalink

    W mojej opini prawdziwa, głeboka miłość nie zdarza się często, jest luksusem wybranych, nie spotyka każdego. Wiekszość ludzi w dzisiejszych czasach wchodzi w związek ze wględu na obustronne korzyści, bądź z sympatii czy przyzwyczajenia. Porównać to można do przyjaźni, ale nie miłości. Sama mogę określić siebie mianem „niepoprawnej romantyczki”, która niegdyś zaczytywała się w romansach wyobrażając sobie swoje przyszłe życie w towarzystwie ukochanej osoby. Z biegiem czasu zauważam, że miłość między kobietą a męzczyzną jest naprawdę rzadko spotykana, a przyglądając się związkom i małżeństwą w moim najbiliższym środkowisku nie zauważam czystej miłości, jedynie uczucie pozornie nazywane miłością. Być może definiując w moim mniemaniu miłość żądam zbyt wiele, ale dla mnie jest ona bezgranicznym, silnym uczuciem, na którego przeszkodzie nie powinno stanąc nic, a kochankowie mimo problemów, odległości ich oddzielającej traktują miłość jako dobro najwspanialsze, na którego przeszkodzie nie stanie nic. Miłość jest też przywilejem ludzi odważnych, którzy potrafią poświęcić wszystko dla drugiej osoby.

  • 12 marca 2014 o 23:26
    Permalink

    Uważam że miłość jest czymś bardzo ważnym w życiu człowieka. Występują różne odmiany miłości min. : miłość chrześcijańska, platoniczna, własna oraz do drugiej osoby ,czyli w relacjach międzyludzkich .Miłość jest darem, jest czymś pożądanym , przez całe życie na nią czekamy . Od naszych narodzin otrzymaliśmy miłość matki , polegała ona na trosce i opiece. Natomiast następnie to my znajdujemy osobę, którą to my pokochamy i powstanie między nami chemia , uczucie które nic nie będzie w stanie rozłączyć. Miłość pomiędzy partnerami polega na wzajemnym zrozumieniu, szacunku. Gdy nasz ukochany/ukochana znajduje się daleko to nic nie jest wstanie zakończyć tego silnego uczucia . Partnerzy mogą mieszkać od siebie daleko, rzadko się widywać, ale jeśli jest to miłość z prawdziwego zdarzenia, czyli szczera i z pełną świadomością to nigdy o sobie nie zapomną , zawsze będą na siebie czekać, ponieważ są sobie pisani . Każdy posiada swoją drugą połówkę, tylko niekiedy musi ją długo szukać , często popełnia błędy wybierając kogoś nie właściwego , ale w końcu dochodzi do celu , spotyka swoją MIŁOŚĆ – pełną miłość .Staje się wtedy szczęśliwy, życie staje się jeszcze piękniejsze . Zakochani mogą różnić się statusem materialnym ale to nie jest żadna przeszkoda , otóż dom i bogactwo można w każdej chwili stracić jest chwilowe, natomiast prawdziwa miłość nigdy nie odejdzie , będzie z nami na dobre i na złe. Jest czymś co jest ciągle , miłość jest nieuchronna .. nikt od niej się nie uchroni .
    „Bardziej od pieniędzy, potrzebujesz miłości. Miłość to siła nabywcza szczęścia”

  • 13 marca 2014 o 07:28
    Permalink

    Prawdziwa miłość, według mnie nie kalkuluje, ona po prostu jest, czym jest jednak dziś ta prawdziwa miłość?
    Dzisiejsza miłość natomiast jak najbardziej kalkuluje, rachunek zysków i strat, jeśli te drugie przeważają to ta „miłość” (o ile tak ją możemy nazwać) umiera.
    Problemem jest też w dzisiejszym świecie zatarcie granicy pomiędzy seksualnością a miłością. Młodzi ludzie często postępują pochopnie zaczynając szybko współżycie cielesne, gdy strefa uczuć, intymna duchowa schodzi na drugi plan.
    Także jeszcze raz podkreślę, że prawdziwa miłość nie kalkuluje, pytanie jak taką miłość znaleźć? Żadnego wzoru jak w naukach ścisłych typu fizyka, tutaj nie znajdziemy 🙂

  • 18 marca 2014 o 00:29
    Permalink

    Miłość niewątpliwie ma wiele różnych odcieni. Myślę, że zarówno Fromm jak i Krishnamurti mogli mieć rację. Uważam tak, ponieważ zarówno tzw „grom z jasnego nieba” może okazać się miłością na całe życie, jak i przyjaźń, która powoli ewoluuje i przeradza się w miłość. Nie ulega wątpliwości także fakt, iż nad miłością należy pracować. Ludzie są zazwyczaj przyzwyczajeni do tego, żeby brać od losu jak najmniejszym kosztem. Miłość do drugiego człowieka uczy, że dawanie może sprawiać taką samą przyjemność i satysfakcję. Czasami jednak wystarczy obecność drugiego człowieka, by poczuć się szczęśliwym.

  • 18 marca 2014 o 08:46
    Permalink

    To co ludzie zwykle nazywają miłością, miłością nie jest.
    Często mylą miłość z pożądaniem, zauroczeniem w drugiej osobie.
    Co więcej, szukają tej miłości w innym człowieku. Chcą być kochani , czekają na miłość, a miłość jest uczuciem, które znajduje się już w nich i czeka na odkrycie. Wielu filozofów, mistyków zgłębiało ten fenomen przez milenia. A wiec czym jest ta miłość, której tak każdy pragnie..
    Moim zdaniem – osobistym i wewnętrznym doświadczeniem każdego człowieka dotykającym sfery uczuciowej i duchowej. Pozwala przekraczać wiele barier i ograniczeń, łączyć w człowieku i w świecie to co podzielone i odłączone. Pozwala czuć się pełniejszym i bardziej spełnionym człowiekiem. Nadaje poczucie sensu ludzkiej egzystencji.
    W relacji miłosnej dwojga ludzi ważne jest najpierw, aby pokochać samego siebie. Staje się to zaczątkiem dzielenia się sobą z drugą osoba i tworzenia wyjątkowej więzi, opartej na pomnażaniu i wzajemnym wzrastaniu, a nie na uzupełnianiu deficytów.
    Podążając za koncepcją Fromma – miłość jest sztuką, której arkan uczymy się przez całe życie. Za każdym razem na nowo odkrywamy jej uroki i tajemnice.
    Zatem – życzmy sobie i każdemu człowiekowi – aby dane było mu doświadczenie bezwarunkowej miłości, co pozwoli nam na globalną transformację naszej warunkowej cywilizacji.

Dodaj komentarz