Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Świnoujściu wysyła na wczasy!

Ten wpis był dotąd czytany 2349 razy!

Niedawno wstrząsnęła nami tragedia, jaka miała miejsce we włocławskim szpitalu: zanim doszło do planowanego porodu, na skutek zaniedbań służby zdrowia zmarły bliźnięta. Pisałam wtedy: „gdy docierają do mnie podobne wiadomości, moim życzeniem jest, by był to już ostatni raz… Czy jest to możliwe?”  (Procedury zamiast profesjonalnej troski o życie i zdrowie). Najwidoczniej nie ma szans na poruszenie tak wielkie, że już nigdy śmierć nie następuje z powodu zaniedbań, obojętności, ospałości, lekceważenia… Od tamtego wypadku nie upłynęło wiele czasu, a znowu w podobnej sprawie trzeba fatygować prokuraturę: wszczęto śledztwo „w sprawie śmierci noworodka w świnoujskim szpitalu. Dziecko przyszło na świat w szóstym miesiącu, bez lekarza na sali. Okoliczności zdarzenia bada także okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej” (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/w-tym-wieku-wczasy-a-nie-rodzic-dziecko-zmarlo-porod-bez-lekarza-w-szpitalu,406920.html, data odczytu: 14.03.2014).

Oprócz podobieństwa sytuacji chciałabym wskazać na pewien szczegół dotyczący relacji pacjentki z lekarzem. Szczegół ten – jak sądzę – jest wskaźnikiem patologii mającej miejsce w polskiej służbie zdrowia. Otóż w tym samym źródle czytamy, że w skardze do Wojewódzkiego Konsultanta ds. Położnictwa i Ginekologii poszkodowana pacjentka pisze: „Zachowanie pani ordynator było skandaliczne. Usłyszałam z jej ust, że w tym wieku się nie rodzi, tylko na wczasy jeździ”. Nie ulega wątpliwości, że taki komentarz lekarza jest wyrazem arogancji i jest w relacji z pacjentem niedopuszczalny. Ale nie chciałabym wydawać tutaj sądów. W tym momencie zastanawia mnie raczej, skąd bierze się treść wyrażonego przez lekarkę przekonania?! Dopowiem jeszcze, że słyszałam już wcześniej bądź dotknęły mnie osobiście, oparte na przesądach, wypowiedzi lekarzy, świadczące o nonszalancji i arogancji: do starszych osób (lekceważenie, bo przypadłości są objawem „starczych chorób” – skoro to i tak końcówka życia, po co się wysilać!); do ciężarnych kobiet z grupy ryzyka; do kalek…

Kiedy myślę o podobnych sytuacjach, wyobrażam sobie lekarza, któremu zależy na tym, żeby wspomóc pacjenta w pokonywaniu barier i przeszkód związanych z doświadczanym przez niego cierpieniem. Z osiąganiem przez pacjenta coraz większej sprawności i wzmacnianiem jego sił witalnych. Ze stworzeniem mu przychylnego środowiska, ciepłego, przytulnego. Z zapomnieniem o własnych problemach, czy prywatnych interesach – bo takie są przecież: miłość, troska, opieka. Właściwie nie muszę sobie wyobrażać wrażliwych lekarzy – oni są! Dlaczego jednak tak rzadko można ich spotkać w polskiej rzeczywistości? Całkiem niedawno oglądałam film dokumentalny o dziewczynce, której twarz „pożerał rak”. Lekarze zajmujący się nią przytulali ją, a także jej umęczoną i przerażoną matkę. Podstawową cechą tego leczenia było bowiem współuczestniczenie obu stron w procesie pokonywania choroby i dochodzenia do zdrowia dziewczyny. Zdrowienie było wspólnym sukcesem, wspólnym bólem, wspólnymi łzami i radością. Tymczasem u nas – pomijając wyjątki – akademicy zalecają niestety chłodny dystans do chorego (niby dla zachowania obiektywizmu!).

Współczesna ortodoksyjna nauka – oparta na dualizmie kartezjańskim i przeceniająca wartość rozumu ludzkiego w stosunku do uczuć, emocji i cielesności – jest odpowiedzialna za wiele stereotypów (wprowadzonych do ludzkiego myślenia) i mechanizmów zachowań. Szablony te, wzmocnione dodatkowo autorytetem, sprawiają, że niektórym osobom (np. przedstawicielom służby zdrowia) wygodnie jest poprzestawać na prostych i jednoznacznych wyjaśnieniach, nie wymagających wysiłku, wyobraźni, pasji. Tymczasem pacjenci wychowani w strukturach chłodnego racjonalizmu i w duchu uległości autorytetom medycznym, nie podejmują często samodzielnej walki o osobiste życie i zdrowie. A może też i nie mają siły wojować z systemem? Powtarzają za swoimi „autorytetami – dobroczyńcami” schematy myślowe. Nie przewidują nawet, jak bardzo przeciwko nim obraca się takie beznamiętne i „z drugiej ręki” życie (bez własnego zdania, „bez nerwu”).

W artykule Procedury zamiast profesjonalnej troski o życie i zdrowie pytam: „Czy Ty  (…), korzystający z pomocy służby zdrowia, nie czujesz się urażony i upokorzony tym, iż stanowisz jedynie obiekt, wobec którego stosowane są odpowiednie procedury? Czy raczej nie powinieneś oczekiwać profesjonalnej troski o swe życie i zdrowie?”. Pytania muszę przywołać powtórnie, ponieważ problem jest niezwykle ważny. Jak widzę, wiele osób powtarza formuły będące jedynie wyrazem stereotypowego myślenia. Jako przykład przytoczę, zaczerpnięte z cytowanego już wyżej źródła, słowa samej poszkodowanej w świnoujskim Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej, w Miejskim Szpitalu im. Jana Garduły: „Zostały złamane prawa pacjenta oraz procedury dotyczące środków postępowania w przypadku zagrożonej ciąży”.

Po raz kolejny zastanawiam się, czy sformalizowany, nieczuły, twardy język (zastosowany w schematach myślowych wypowiadanych w formie stawianych zarzutów) nie jest wyrazem złości i gniewu, które się w nas gnieżdżą? Dlaczego te emocje nie są wyrażane innymi słowami? – Skoro oczekujemy jedynie wypełnionych względem nas procedur, to czegóż innego możemy się spodziewać? A z drugiej strony patrząc na problem: starający się je wypełniać żyją w zgodzie z minimalizmem, przeliczają swoje zyski i straty. Żeby nie wiem jak wielkie były to starania, nie są w stanie sprostać im w stu procentach – są jedynie ludźmi: z problemami, zahamowaniami, niespełnionym życiem, upokorzeniami… Kto potrafi zdystansować się do siebie w taki sposób, by pozostawić za progiem to wszystko?

I choć boli, że sytuacje zaniedbania prowadzące do tragedii mają w ogóle miejsce, jeszcze bardziej przygnębia myśl, iż niejednokrotnie sami – poprzez swą opieszałość i konformizm – godzimy się na utrzymywanie się takiego patologicznego stanu rzeczy, bądź też sami przyczyniamy się do kształtowania chorej społecznej rzeczywistości.

Dlatego na szali ustawiłabym dwie wartości i porównałabym ich wagę: miłość i sprawiedliwość. Która z nich zwycięży?

 

NAPISZ KOMENTARZ ALBO WYŚLIJ WIADOMOŚĆ Z ZAKŁADKI „KONTAKT Z AUTORKĄ”!!!

WIEDZ, ŻE:

TWOJE DANE OSOBOWE SĄ W PEŁNI CHRONIONE!!!

MOŻESZ POSŁUGIWAĆ SIĘ PSEUDONIMEM!!!

 

Udostępnij to:

Dodaj komentarz