Posłowie w „Ślubu nie będzie” – Krystyny Zajko-Minkiewicz

Ten wpis był dotąd czytany 1404 razy!

Krystyna Zajko-Minkiewicz – Ślubu nie będzie, Wrocław 2013,
Wydawnictwo:  „Lena”,
redakcja: Mirosław Jerzy Gontarski,
posłowie Alina B. Jagiełłowicz,
stron: 44 ,
okładka miękka,
ISBN: 978-83-935330-6-0.

W tomiku opublikowałam posłowie: Mendelssohna gra na uczuciach na stronach 38-42.

Tom poetycki Krystyny Zajko-Minkiewicz pt. Ślubu nie będzie jest zbiorem utworów – w formie śpiewnych, rytmicznych, z nutą taneczną, sprawiającą, że idea niespełnionej miłości przestaje być jednoznacznie ponura. W tryptyku (po tomach: Uśmiech wytchnienia oraz Szukam siebie) stanowi samodzielną i jednolitą pod względem tematycznym całość. Poetka skupia się na przekazaniu przeżyć, emocji i wewnętrznych konfliktów zakochanych. Ulega czarowi myśli, że doświadczenie satysfakcjonującej miłości jest przedmiotem ludzkich niepokojów, namiętności, tęsknot, więcej: że jest treścią życia. Wprowadza do szerokiego i pełnego liryzmu tematu miłości, usilnie przekonując, że ów ideał „z jednym panem w… pełnym zespoleniu wspólnym dzieleniu i mnożeniu” może się spełnić: „można mi tylko pozazdrościć zgodnego życia z jednym panem”. W pierwszym wersie zbioru gwałtownie wylane oburzenie: „Pani mi mówi niemożliwe w swym jednym życiu dwa pomieścić…” zapowiada jednak burzę uczuć. Już z tytułu gniewnego i chmurnego dowiadujemy się, że w tej bajce on i ona raczej nie żyli długo i szczęśliwie. Przeczucia nie mylą. Poetka rozwija nić, wydobywając z kłębowiska emocji myśli rozchwiane, rozedrgane, niespokojne i mocno zaprawione goryczą. Poddaje się romantycznej wizji miłości przepełnionej niespełnionymi marzeniami.

K_Zajko_slubu_nie_bedzie

Posępność żeruje na poczuciu niemożności dosięgnięcia utęsknionego ideału i zapowiada konflikt. Przeplatana jest kapryśnymi westchnieniami „nieprzytomnej ze szczęścia i z rozkoszy pijanej tańczącej pani z panem”. Kiedy jednak „ostatni akord zabrzmiał” i zdarto maski, a spod nocnej osłony uleciał czar, „pan wreszcie zauważył, że tańczył z własną żoną”. Groteska miłości odgrzewanej w związku może w nazbyt oczywisty sposób maluje zdziwienie pana, „że to ona, dobrze mu znana postać, żal było mu, że musi z pięknym marzeniem się rozstać” i powrócić do nudy małżeńskiej. Co sprawiło przemianę? „Może to ta muzyka a może światła blaski urzekły go tak bardzo…”? Muzyka wszak potrafi zwodzić, grając na uczuciach. Chmurność wątku wydobywana jest z dwóch, zbliżonych w swym nastroju, tematów: z westchnienia i oczarowania, utrzymanych w rytmie upojnego tańca i z melancholijnej nuty rezygnacji i cynizmu.

Rzeczywisty konflikt tematyczny rozgrywa się jednak dopiero w przeciwstawieniu burzliwej wrogości i przesyconej uczuciem, bezwarunkowej miłości: „Jesteś jak koszmarny sen ciągle powracające obrazylecz nie mogę przed nimi uciec gonię jawę lecz nie mogę jej dogonić”. Żal, zawód miłosny, gniew i złość skierowane są też przeciwko „subtelnym różnicom” płci. Dwie siły: zła i miłości, współistnieją i rozgrywają swą odwieczną walkę. Żałosny Romeo „pośród kłamstw niezdarnych i zamętu” trafia w alkoholowym upojeniu „pod drzwi Julii czyjejś lub waszej i bełkocząc mówi kocham”. „Miłość niedobra” jest jak opium. Czyż jednak Piosenka dla porzuconej może ukoić ból, zagoić rany, otrzeć łzy samotności, obudzić z amoku: „A tobie kochana powiem nie żałuj tej miłości następna będzie większa świat ci jej pozazdrości”? Konflikt wewnętrzny sięga do niemożliwych granic krzyku duszy: „zgubiłam ciebie!”. Melancholijne uczucie tęsknoty ogarnia w samotności i przekształca w kapryśne obrazy wyobraźni: „Ja jestem swoja niczyja niechciana nieszczęśliwie zakochana i rozczarowana… chcę tylko jego”. Pisane piórem maczanym w ranach, kolejne zwrotki wierszy i piosenek poruszają czułe struny uczuć, powrotów, wspomnień miłości, zwłaszcza tej młodzieńczej, kiedy emocje „fermentują”, by w końcu mogło się wyklarować dojrzałe wino.

Bohater romantyczny przeżywa wielką, wzniosłą, szaloną miłość, lecz jest rozczarowany, nieszczęśliwy. Zbiór Ślubu nie będzie wypełniają miłosne historie ludzkich żywotów: „choć każda inna wszystkie pełne nadziei na spełnienie i wieczne trwanie”. „Ty też mnie nie opuścisz nie odejdziesz, zostaniesz już zawsze będziesz ze mną jak romantyczny kochanek. Cóż zrobiłbyś beze mnie w dzień czy wieczór samotny kto by ciebie przytulił mój ty chłopcze markotny” – to przecież tylko marzenie, fantazja. Wszak dopiero zawiedzione uczucie staje się inspirujące! Czy Krystyna Zajko-Minkiewicz dialoguje z sobą, zmaga się z wewnętrznym konfliktem? A może jest dobrym obserwatorem i we współczesnym świecie, wyzutym z uczuć – jak by się wydawać mogło –  poszukuje bohaterów romantycznych doświadczających miłości cennej dla ludzi wszystkich kultur, nacji, czasów? I znajduje ich, bo „„zawsze była na ziemi miłość była też rozpacz z nią związana”, wcale nie trzeba czekać na cierpiącego Wertera. W tym programie miłość romantyczna jest idealnym uczuciem. Jednak jej odrzucenie sprawia, że przekształca się ona w wielką boleść, jest bowiem dla kochającego pełnią istnienia. W jakich by się kolejach losu nie doszukiwać przyczyny tragedii, zawsze będzie ona umoczona w kielichu wewnętrznych emocjonalnych napięć, zaprawionych goryczą. Taka jest natura miłosnego dramatu: „opiewana we wszystkich językach świata zaplątała się w gąszczu słów i czuje się jak gość na wieży Babel”. Miłość romantyczna bowiem nie zna eutopijnego miejsca – rodzi się w zamęcie uczuć i słów niejasnych, do chaosu też powraca.

Dlaczego rozchodzą się drogi dwojga osób? Czy to nie projekcje własnych lęków rozdzielają na zawsze? Na kolejnych stronach Poetka oddaje klimat namiętności, uniesień, poczucia straty, żalu, zazdrości, lęku, samotności, niespełnienia, gniewu, rozpaczy. Uczucia te są charakterystyczne dla specyficznego zachodniego kanonu myślenia o miłości. W nim priorytetową wartością jest idea wyłączności w partnerstwie i związane z nią bezpieczeństwo. Potrzeba przeżycia idealnej miłości i – równocześnie – niemoc spełnienia marzeń o niej (barwy miłości oczekują wszak na spełnienie – pozwolę sobie na parafrazę słów Krystyny Zajko-Minkiewicz) stanowi o konfliktowym układzie wewnętrznych sił. Autorka wyraża je z łatwością. Niczym na kolejnych stronach pamiętnika, podąża za potokiem rozpalonych uczuć i niespełnionych nadziei, zdaje relację z odcieni tych przeżyć. A one zmieniają się z chwili na chwilę, ukazują jak ulotne jest doświadczenie człowieka, budowane na wspomnieniach, pragnieniach, marzeniach, tęsknotach.

Nastrój niepewności i żalu uobecnia się w tomie już na stronie tytułowej. Tytuł Ślubu nie będzie w sposób symboliczny podkreśla rangę wydarzenia, wyraża równocześnie całą głębię rozpaczy z powodu niespełnienia się w miłości z tym „jedynym”. A równocześnie brzmiące tony zawodu i niedowierzania zamieniają „Marsz weselny” Feliksa Mendelssohna w pienie żałosnego zawodzenia. W lamentacyjnym finale grają na czułym instrumencie uczuć i nastrojów. Ryt zaślubin splata się z obrządkiem magicznych zabiegów: ślub, wesele, welon, chleb i sól, błogosławieństwo, taniec… Wszystkie one szkicują psychikę człowieka tęskniącego jeno do miłości absolutnej. Ale ślubu nie będzie: „ogromnie jest mi wstyd to nie jest życie lecz marzenie to nie jest życie tylko mit wstyd mi za serce”. Rytm marszowy zyskuje w tomie coraz większe znaczenie, narasta i jest przetwarzany, aż doprowadza do wyciszenia i uspokojenia: „ja dla ciebie mój jedyny będę  niespełnieniem zaskoczeniem… pisywałam jakieś rymy choćby ten że żyję w niebie i jak w baśni i jak we śnie że się bawię i kołyszę że spoglądam przez witraże a przez dźwięki jazzu słyszę… dziś już tylko kołysanie kołysanie kołysanie i pociągu bieg po szynach i cichutkie wspominanie”.

Udostępnij to:

Dodaj komentarz