Sprawa ze „szkolnej ławy”

Ten wpis był dotąd czytany 1748 razy!

Niedawno odwiedził mnie kolega i opowiedział historię „ze szkolnej ławy” jego 12-letniego syna. Muszę przyznać, że ta opowieść „zwaliła mnie z nóg”. Przeżyłam szok i choć mój znajomy oczekiwał ode mnie pomocy, długo musiałam się zastanawiać, co mu doradzić. A przecież sama mam córkę, która uczęszcza już do szkoły gimnazjalnej i zdarzało się, że musiałam interweniować w związku z nieetycznym zachowaniem jej nauczycieli. Można powiedzieć, że jestem już „zahartowana”.

Wróćmy do sprawy. Syn kolegi jest dość chorowity i stosunkowo często z tego powodu opuszcza lekcje. Nauczyciele w szkole, do której uczęszcza, są surowi i „trzymają reżim”, jak się wyraził mój znajomy. Nie ma mowy o tym, żeby dziecko po chorobie przyszło do szkoły nieprzygotowane. Usprawiedliwienie Mateusza skutkuje takimi oto odpowiedziami:

„można się było przygotować!”,

„nie trzeba było chorować!”,

„nic mnie to nie obchodzi, że byłeś chory!”.

Jeśli, drogi Czytelniku, sądzisz, że to już najgorsze, co powiedziałam, to się mylisz. Otóż za każdym razem, kiedy syn znajomego zachoruje, koledzy w ogóle nie reagują na prośby o podanie informacji na temat przerobionego materiału i zadanych lekcji. Można sobie wyobrazić, że sytuacja na tym poziomie edukacji jest prosta: trzeba po prostu przerabiać kolejne tematy z podręcznika. Niestety nauczyciele tej szkoły chcą aspirować do tytułu „wybitnych” – rozszerzają materiał, przerabiają zagadnienia nie w kolejności podręcznikowej itp.

Ale i to nie jest najgorsze. Mój kolega, zdenerwowany kolejną i bardzo podobną sytuacją napisał do wychowawcy szkoły maila mniej więcej o tej treści:

„Mateusz znowu nie otrzymał od kolegów informacji o zadanych i przerobionych lekcjach. Trudno jest mi to sobie wytłumaczyć – uczenie nie polega wyłącznie na wkładaniu dzieciom do głów informacji. Te są przecież nieprzydatne, jeśli w ślad za nimi nie idzie wrażliwość, przyjaźń, troska o innych. To ostre słowa, ale próbuję zrozumieć ten model życia i jakoś mi to nie wychodzi. Myślę, że problem wychowania nie tylko należy do rodziców i najbliższego otoczenia, ale także jest to zadanie szkoły, która powinna korygować, kształtować, szlifować młodych ludzi”.

Odpowiedź otrzymał krótką. Pozwolę sobie przytoczyć w przybliżeniu jej treść:

„O przekazanie lekcji prosiłam uczniów. Nie wiem, kogo prosił Mateusz o podanie zadań, ale może się zdarzyć, że ktoś ma nienaładowany telefon, żeby odpisać, wraca do domu późno, bo ma zajęcia dodatkowe albo inne sprawy rodzinne lub po prostu zapomni. Czy to znaczy, że ktoś ma złą wolę? Nie mam żadnego wpływu na to, co robią po lekcjach”.

W związku z problemem mojego kolegi nasuwa się wiele refleksji. Wspomnę tylko o kilku istotnych sprawach. Otóż ten sam problem pojawia się za każdym razem. A więc nie może to być na pewno jakiś szczególny przypadek bądź zdarzenie uniemożliwiające dzieciom prawidłową reakcję na prośbę kolegi. Nie mogę upierać się przy „złej woli” dzieci ani ich osądzać. Uważam jednak, że jako rodzic, mój znajomy ma prawo być zaniepokojony postawami uczniów, które spokojnie można by określić mianem „chronicznych”. Dobrze, że wychowawca staje w obronie dzieci. Ale czy jego argumentacja jest prawidłowa? Ze złem (żadnym, bez względu na rodzaj szkodliwości) nie można się przecież w żadnej sytuacji zgodzić. Czy naprawdę kolegów w klasie może nie obchodzić sytuacja Mateusza?

Za moich szkolnych czasów nikt nie czekał na prośbę o lekcje, sami zanosiliśmy zeszyty, odwiedzaliśmy się. Czy wolno nam w usprawiedliwieniu postaw kolegów powiedzieć, że to są inne czasy? To od nas samych i wyniesionego wychowania zależy, kim naprawdę jesteśmy. Czy nauczycielowi wolno „pochwalić się” tym, że nie ma wpływy na to, jak dzieci zachowują się po lekcjach? Przecież to sposób wychowania i wpajane wartości wpływają na postawy ludzkie i utrwalają pewne formy życia niegodne człowieka! Czyż nie na tym właśnie polega powołanie nauczyciela, że jest on dla ludzi, którzy mu zaufali i traktują jako autorytet (nie tylko naukowy, ale też moralny)?

Na zakończenie dopowiem tylko, że mój kolega odwiedził w tej sprawie dyrektora szkoły, ale ten oświadczył tylko, że należy uważać, bo nauczyciele potrafią się mścić. Natomiast żeby przerzucić winę na Mateusza, stwierdził, iż chłopiec też nie zawsze zachowuje się „po koleżeńsku” w stosunku do innych dzieci.

 

NAPISZ KOMENTARZ ALBO WYŚLIJ WIADOMOŚĆ Z ZAKŁADKI „KONTAKT Z AUTORKĄ”!!!

WIEDZ, ŻE:

TWOJE DANE OSOBOWE SĄ W PEŁNI CHRONIONE!!!

MOŻESZ POSŁUGIWAĆ SIĘ PSEUDONIMEM!!!

 

 

Udostępnij to:

Dodaj komentarz