Niebo-piekło-niebo-piekło

Ten wpis był dotąd czytany 787 razy!

mal. A. B. Jagiełłowicz, „Niebo-piekło”, 1977, tempera na kartonie.

Od samego rana w naszym domu panował harmider. Zbliżały się święta, a nie wszystko było jeszcze gotowe. Na kuchennym stole połyskiwały małe szklane buteleczki z pachnącymi olejkami i stał słoik z konfiturą. Na srebrnej paterze leżały pomarańcze, cytryny, suszone śliwki, figi, daktyle, a w celofanowych woreczkach leżały orzechy i migdały. W rogu stał już wprawdzie wielki słój z pierniczkami lukrowanymi na różowo i żółto, ale przygotowania mamy wskazywały na to, że jeszcze nie koniec pieczenia słodkiego ciasta.

 Rozległ się dzwonek. To sąsiad „z dołu” przyniósł pachnącą lasem, świeżą choinkę, którą rodzice zamówili jeszcze w ubiegłym tygodniu. Razem z mężczyzną wślizgnęła się do przedpokoju jego córeczka – niewiele starsza ode mnie – i naciągnąwszy na kolana mocno sfatygowany sweterek, przykucnęła pod ścianą. Małgosia miała liczne rodzeństwo i moja mama nieraz opowiadała, jak jej rodzice ledwie koniec z końcem wiążą. Czego to były końce – nie wiem, ale podejrzewam, że z tego powodu Małgosia była częstym naszym gościem. Tego dnia również moja mama zaprosiła ją na śniadanie, a później miałyśmy wycinać papierowe ozdoby na choinkę. Ustawiłyśmy dwa krzesła i jak zwykle przykryłyśmy kocem. Później ja wyjęłam z mojego pudła kolorowy papier, nożyczki, klej i wczołgałyśmy się do naszego domku. Z kuchni dobiegały odgłosy przytłumionych rozmów. Ale nam to wcale nie przeszkadzało. Wycinałyśmy anioły z niebieskiego papieru, mikołaje z czerwonego, a gwiazdy– z żółtego, chichotałyśmy i kłóciły. Małgośka w końcu znudzona wycinanką wyrwała z zeszytu kartkę i sprytnie zaginając rogi, pokazała mi, jak można się bawić w „niebo-piekło-niebo-piekło”. W końcu do naszej kryjówki zajrzała moja mama. „Małgosiu – powiedziała – jeśli chcesz, idź do domu, spakuj się i przyjdź do nas na święta. Twoja mama pozwoliła…”. Nie czekałyśmy długo. Małgośka w jednej ręce trzymała starego misia, a w drugiej – zawinięte w szary pognieciony papierek dwie czerwone landrynki. Odkleiła jednego cukierka i włożyła mi do buzi, drugiego zjadła sama. Poczułam smak prawdziwego nieba, smak który pamiętam do dziś.

mal. A. B. Jagiełłowicz, "Niebo-piekło", 1977, tempera na kartonie.
mal. A. B. Jagiełłowicz, „Niebo-piekło”, 1977, tempera na kartonie.
Udostępnij to:

Dodaj komentarz