ROZPOCZYNAMY!!!

wizytówkę możesz ściągnąć i podzielić się nią ze znajomymi, potrzebującymi...
wizytówkę możesz ściągnąć i podzielić się nią ze znajomymi, potrzebującymi…

Drogi Gościu!

Jeśli rozejrzysz się dookoła, zauważysz ludzi, którzy w różnych sytuacjach doznają uczucia poniżenia, krzywdy, przykrości, wstydu… Upokorzenie przywdziewa różne maski. Sam też możesz być ofiarą choroby, odrzucenia, przemocy, naruszenia godności osobistej… Upokorzenie sprawia, że poddajesz się i rozpaczasz nad swoim skrzywdzonym, biednym życiem, nad marnym losem. Wydaje Ci się czasem, że się rozpadasz. Owszem, podejmujesz próby stłumienia tego uczucia, lecz ono powraca. Być może na chwilę udaje Ci się zapomnieć o swojej sytuacji człowieka upokorzonego. Odzyskujesz pewność siebie. Jednak wspomnienie przykrych doznań, powroty pamięci do przeszłości przywracają na nowo uczucia, których nie chcesz: bycia „gorszym”, niepotrzebnym, pokrzywdzonym. Wracają one ze zdwojoną siłą, umocnione, intensywniejsze, jak w chronicznej chorobie. Poczucie niskiej wartości z powodu upokorzenia wyzwala rozpacz nad sobą, ale sprzyja też oskarżaniu. I nie pomagają rachunki sumienia, odprawiane pokuty, dobre uczynki…! Musisz ciągle powracać do konfesjonału, na kozetkę psychoanalityka, czy do innego terapeuty. Ale nic się nie zmienia: ani w otoczeniu, ani w Tobie – wciąż czujesz się pognębiony! Czy znane jest Ci uczucie utraty kontroli nad sobą i sytuacją, w której jesteś?

Życie pokazuje, że każdy człowiek doświadcza tej słabości, a to oznacza, że w różnych sytuacjach raz jest on upokorzony, innym razem – sam upokarza! Przypuszczam, że tak jest skonstruowana psychika człowieka. Projektuje na otoczenie swoje doznania, wspomnienia, marzenia, przyjmując zarazem na siebie cudze myśli, uczucia, emocje; człowiek ów raczej ucieka przed samodzielnym i w pełni uświadomionym podejmowaniem decyzji. Raczej żyje „z drugiej ręki”, opiera się na autorytetach, ulega im.

To błędne koło, pułapka. Czy jest z niej wyjście? – Wiem, że jest! Rzecz w tym, że ludzie na ogół nie przyjmują tego faktu do wiadomości. Poddają się, ulegają cudzym myślom i wizjom, załamują pod naciskiem opinii i wywieranych presji… Innym razem siebie ustanawiają jako najwyższy autorytet. Wywierają nacisk, manipulują, urażając poczucie godności innych. Jednemu człowiekowi wygodnie jest żyć z odczuciem osaczenia, pognębienia: jest masochistą psychicznym… Drugi zaś, syty: patrzy na innych z góry, z pewną wyniosłością, politowaniem… Ci tworzą świat napiętnowany upokorzeniem, wzmacniają patologie społeczne i indywidualne. W gruncie rzeczy obaj są samozadowoleni.

Czy można się dziwić sile, która utrzymuje w jedności te wszystkie ludzkie dość poplątane więzi? Nie to jest dziwne, że ludzie – chciałoby się rzec: solidarnie – grzęzną w stwarzanych przez siebie problemach, które zresztą ich przerastają. Dzieje literatury, filozofii, sztuki i nauki ukazują człowieka, który doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, iż życie poganiane przez upokorzenia nie prowadzi do rozwoju, szczęścia, miłości i zdrowia. Przeciwnie – tłamsi, wyzwala agresję, zabija. Człowiek ów żyje w konflikcie wewnętrznym: pragnie miłości, wolności, szczęścia, ale z drugiej strony – ucieka przed nimi. Postrzega siebie i świat jakby w krzywym zwierciadle. I zamiast wydobyć się z pułapki trawiących go sprzecznych uczuć, raczej wydaje się umacniać w niej swą pozycję, usprawiedliwiać i uzasadniać (nawet naukowo!) formy swojego mało udanego, egoistycznego życia. Pogoń za bezpieczeństwem, konformizmem, wygodami, samozadowoleniem – wypełniona odczuciem niespełnienia, pożądania, zazdrości, zawiści – przypomina raczej psią gonitwę za własnym ogonem.

Taka jest właśnie struktura upokorzenia. Choćbyś nie chciał, będziesz w nim umoczony dopóty, dopóki nie podejmiesz radykalnych kroków w stosunku do swojego życia. Dlatego właśnie my nie będziemy zajmować się poszukiwaniem kompromisów, inercji i strefy bezpieczeństwa. Weźmiemy sprawy w swoje ręce: przyjrzymy się sobie i rozejrzymy dookoła. Podejmiemy próbę dogłębnego zrozumienia nękających nas problemów. Życie jest dynamiczne. Wykorzystamy więc ludzki potencjał do stymulacji, pobudzania, inspiracji, ożywiania. Będziemy chcieli podjąć wszelkie starania w obronie pełnego istnienia w miłości: prawego, szczęśliwego i zdrowego! Życie nielicznych dowodzi, że to nie utopia! Z tego właśnie powodu – najistotniejszego dla przetrwania i rozwoju – otwieram mój blog dla wszystkich… Moim Czytelnikom życzę powodzenia w tym, jak sądzę, najważniejszym przedsięwzięciu


 

Alina Bernadetta Jagiełłowicz

Udostępnij to: