Miłość i mezalians

Choć ta historia wyrwana została z życia, to jednak wszelkie ślady są w niej pozacierane, a podobieństwa przypadkowe:

Były imieniny szefa i spotkali się wieczorem w „Diabelskim młynie”, żeby – jak to nazywali – zintegrować się, głównie z Markiem, który od niedawna pełnił obowiązki kierownika działu produkcji. Marek był lizusem i miał cicho-ciemne układy z dyrektorem firmy, dlatego nie lubili go. Ale tego wieczora trzeba było robić dobrą minę do złej gry. Piwo lało się wartkim strumieniem. W ogólnym harmiderze wydawało się, że wszyscy bawią się dobrze. Tylko Jacek sprawiał wrażenie nieobecnego. Wciąż wychodził, niby „na papierosa”. Ale przecież już dawno rzucił palenie…?!

Jacka poznałam kiedyś w księgarni. Z wypiekami na policzkach, zaczytany w książce (chyba z psychologii sukcesu) mamrotał coś pod nosem. Stałam nieopodal. Przeglądałam nowości wydawnicze kiedy mnie zaczepił. Burknął coś o niespełnionych marzeniach, studiach ukończonych dla pieniędzy, nędznym dzieciństwie, kiedy to pozostawiony samemu sobie… W końcu, nie czekając na moją reakcję, wzruszył ramionami i wyszedł. Czytaj dalej

Udostępnij to: