Prawdziwa historia, jak z bajki wycięta.

Jiddu Krishnamurti urodził się w 1895 roku w rodzinie bramińskiej, na południu Indii w Madanapalle koło Madrasu. W młodości nie interesował się ani teozofią, ani też ludźmi, którzy przyjeżdżali z Zachodu, by doświadczać mistycznych przeżyć Orientu. Zachowywał dystans wobec systemów religijnych i filozoficznych. Jednak na jego duchowy rozwój przemożny wpływ wywarło założone w 1875 roku przez Helenę Bławatską Międzynarodowe Towarzystwo Teozoficzne, do którego zadań pierwotnie należało: zjednoczenie ludzi zajmujących się spirytyzmem; analiza porównawcza różnych religii; badania „paranormalnych” stanów ludzkiej psychiki. Z czasem jednak charakter Towarzystwa przekształcił się z para-psychologicznego i filozoficznego w religijno-kultowy.

Po śmierci założycielki Towarzystwa przedstawiciele władz: Charles Leadbeater oraz Anna Besant rozpoczęli poszukiwania Nauczyciele Świata, który – według ich przekonania – miał przebywać w „ciele Buddy” i w owym czasie odrodzić się. Za inkarnację Mesjasza uznano właśnie Jiddu Krishnamurtiego, ujawniał on bowiem pewne zdolności parapsychiczne. Będąc wcześnie osierocony przez matkę, zamieszkał z bratem i ojcem, obejmującym w 1908 roku posadę zastępcy sekretarza Towarzystwa, w głównej jego kwaterze w Adjarze. W 1911 roku specjalnie dla Krishnamurtiego powołano Zakon Gwiazdy Wschodu. W nim wszelkie działania podporządkowano przygotowaniu młodego ucznia do roli Nauczyciela Świata. Czytaj dalej

Udostępnij to:

Pokonać siebie

Zauważając jak jesteśmy niedoskonali i ograniczeni, pytanie o to, czy można dokonać całkowitej przemiany siebie samego jest najistotniejszym pytaniem, z jakim można się zmierzyć w życiu. Jednak niepokoi, że wielu ludzi jest zadowolonych z siebie. Dążą oni do sukcesu i ta pogoń pożera całkowicie ich energię. Wielu ludzi trzyma się kurczowo swoich poglądów, w ogóle nie przejawiając woli wydobycia się poza własne myślenie i partykularne interesy.

Sądzisz zapewne, drogi Czytelniku, że przesadzam. Jednak sytuacje ze studenckiej ławki przekonują, że niestety mam rację. Niektórzy uczestnicy akademickich dyskusji buntują się przeciwko rezygnacji z osobistych przekonań, trudno im spoglądać na podejmowane problemy bez założeń, które dopiero mają być podczas rozmowy udowodnione. A przecież dociekanie prawdy wymaga absolutnej uczciwości! Wielu sądzi, że jest pozbawione sensu podejmowanie sporu z innej, niż własna, perspektywy widzenia problemu. Nie zauważają, że ten bunt świadczy tylko, jak bardzo są przywiązani do własnych przeświadczeń i myśli ograniczonych przez otoczenie. Nie przyjmują do wiadomości, że mogą się mylić oni bądź autorytety, na których się opierają. Czytaj dalej

Udostępnij to: