Czy stać nas na życzliwość…?

Żyjący współcześnie filozofowie powiedzieliby, że problemem życzliwości powinna się zajmować psychologia. Psychologia jako samodzielna dyscyplina naukowa powstała pod koniec XIX wieku, jednak rozwinęła się ona na gruncie filozofii i już w starożytnej Grecji Platon i Arystoteles podejmowali problemy ludzkiej psyche. Nic więc dziwnego, że Arystoteles, omawiając zasady ogólne dotyczące „rzeczy” przeciwstawnych, podjął temat życzliwości. Pisał, iż przyjaźń jest życzliwa, wrogość zaś nieżyczliwa. W prosty sposób scharakteryzował on warunki zaistnienia przyjaźni i wrogości. Innymi słowy mówiąc przyjaźń proponował oceniać według przejawianej życzliwości, wrogość zaś – nieżyczliwości.

Jaką wartość dla nas, współczesnych, może mieć to arystotelesowe rozróżnienie? Taka czarno-biała, szachownicowa, klasyfikacja nakazuje jednoznacznie oceniać skłonność do przyjaźni i wrogości, nie uwzględnia w zachowaniach ludzkich płynności przejścia od przyjacielskiego nastawienia do wrogiego. Sugeruje jednoznaczne oceny moralne. Niektóre współczesne teorie przychylają się do tego sztywnego rozróżnienia. I tak np. James C. Barnes zakłada genetyczne uwarunkowanie przestępczości. Podobnej klasyfikacji ludzi dokonuje Léopold Szondi, dzieląc ich na „ablonitów” i „kainitów”. Zadajemy sobie pytanie, czy przyjaźń albo wrogość są stałymi, wrodzonymi dyspozycjami, charakteryzującymi naszą ludzką naturę? Czy możemy podzielić ludzi na dobrych i złych, nie dając im szansy na dokonywanie wyborów, na podejmowanie decyzji co do tego, kim naprawdę chcą być w stosunku do innych ludzi? Czytaj dalej

Udostępnij to: