Sprawa ze „szkolnej ławy”

Sprawa ze „szkolnej ławy”

Niedawno odwiedził mnie kolega i opowiedział historię „ze szkolnej ławy” jego 12-letniego syna. Muszę przyznać, że ta opowieść „zwaliła mnie z nóg”. Przeżyłam szok i choć mój znajomy oczekiwał ode mnie pomocy, długo musiałam się zastanawiać, co mu doradzić. A przecież sama mam córkę, która uczęszcza już do szkoły gimnazjalnej i zdarzało się, że musiałam interweniować w związku z nieetycznym zachowaniem jej nauczycieli. Można powiedzieć, że jestem już „zahartowana”.

Wróćmy do sprawy. Syn kolegi jest dość chorowity i stosunkowo często z tego powodu opuszcza lekcje. Nauczyciele w szkole, do której uczęszcza, są surowi i „trzymają reżim”, jak się wyraził mój znajomy. Nie ma mowy o tym, żeby dziecko po chorobie przyszło do szkoły nieprzygotowane. Usprawiedliwienie Mateusza skutkuje takimi oto odpowiedziami:

„można się było przygotować!”,

„nie trzeba było chorować!”,

„nic mnie to nie obchodzi, że byłeś chory!”.

Czytaj dalej

Udostępnij to: