Nasze gwiazdy konsumują kulturę

W „Informacjach dnia” z 30 stycznia 2014 roku na kanale Superstacji usłyszałam, że „nasze gwiazdy są konsumentami kultury”. Ostatnio w mediach słyszy się dużo o „gwiazdach” i celebrytach, zwłaszcza aktorach, piosenkarzach, uczestnikach reality show, sportowcach, czyli o osobach, które – jak się wypowiedział Daniel Boorstin w The Image or What Happened to the American Dream? (1961) – „są znane z tego, że są znane”. W języku polskim słowo „celebryta” pojawiło się stosunkowo niedawno (statystyki wskazują na 2009 rok). Tym bardziej zastanawiać może fakt, że w tak krótkim czasie zawładnęło ono społeczeństwem usiłującym realizować wartości i ideały humanizmu chrześcijańskiego!

Celebryta wyzbywając się wstydu, wystawia swoją prywatność na widok publiczny. Kojarzony najpierw ze złą sławą i trywialnym stylem, obecnie – za sprawą środków masowego przekazu – jest dostarczycielem masowej rozrywki, jakże często mało wybrednej. Celebryta nie musi kreować rzeczywistości filmowej lub scenicznej, nie musi być artystą w klasycznym rozumieniu tego słowa. To on sam i jego życie są wybierane i celebrowane, on staje się przedmiotem kultu. Jego obsceniczność nie jest odrzucana, wręcz przeciwnie! Popularność celebryty sprawia, że ludzie utożsamiają się z nim, starają do niego upodobnić. Ta nowa moda na życie powierzchowne niepokoi. Jak konsumowanie (zwłaszcza kultury) może wpływać na myślenie człowieka, dla którego celebryta jest idolem: na wybór wartości, miłość, poczucie piękna, dobra? Czytaj dalej

Udostępnij to:

Czy stać nas na życzliwość…?

Żyjący współcześnie filozofowie powiedzieliby, że problemem życzliwości powinna się zajmować psychologia. Psychologia jako samodzielna dyscyplina naukowa powstała pod koniec XIX wieku, jednak rozwinęła się ona na gruncie filozofii i już w starożytnej Grecji Platon i Arystoteles podejmowali problemy ludzkiej psyche. Nic więc dziwnego, że Arystoteles, omawiając zasady ogólne dotyczące „rzeczy” przeciwstawnych, podjął temat życzliwości. Pisał, iż przyjaźń jest życzliwa, wrogość zaś nieżyczliwa. W prosty sposób scharakteryzował on warunki zaistnienia przyjaźni i wrogości. Innymi słowy mówiąc przyjaźń proponował oceniać według przejawianej życzliwości, wrogość zaś – nieżyczliwości.

Jaką wartość dla nas, współczesnych, może mieć to arystotelesowe rozróżnienie? Taka czarno-biała, szachownicowa, klasyfikacja nakazuje jednoznacznie oceniać skłonność do przyjaźni i wrogości, nie uwzględnia w zachowaniach ludzkich płynności przejścia od przyjacielskiego nastawienia do wrogiego. Sugeruje jednoznaczne oceny moralne. Niektóre współczesne teorie przychylają się do tego sztywnego rozróżnienia. I tak np. James C. Barnes zakłada genetyczne uwarunkowanie przestępczości. Podobnej klasyfikacji ludzi dokonuje Léopold Szondi, dzieląc ich na „ablonitów” i „kainitów”. Zadajemy sobie pytanie, czy przyjaźń albo wrogość są stałymi, wrodzonymi dyspozycjami, charakteryzującymi naszą ludzką naturę? Czy możemy podzielić ludzi na dobrych i złych, nie dając im szansy na dokonywanie wyborów, na podejmowanie decyzji co do tego, kim naprawdę chcą być w stosunku do innych ludzi? Czytaj dalej

Udostępnij to:

Czy pokazać swoją twarz?

Porozumiewając się z ludźmi człowiek odsłania swoje oblicze; odkrywa to, co w nim samym osobiste i najgłębsze: sposób odczuwania, myślenia, zachowania. Jeśli wziąć pod uwagę tylko ten fakt, trzeba powiedzieć, że to trudna, często bolesna aktywność. Nadto trzeba się jej uczyć, by osiągać coraz większą sprawność. W komunikacji pożądana jest wrażliwość i takt, także umiejętność słuchania, partnerem jest w niej bowiem człowiek. Ta nauka nie ma końca, gdyż człowiek jest istotą dynamiczną, zmieniającą się.

Nie można zapomnieć, że w komunikacji bierze udział nie tylko rozum wykorzystujący języki werbalne, ale także usprawnia i wzbogaca tę zdolność cała gama rozmaitych innych, ekspresyjnych środków wyrazu, zakorzenionych w uczuciach, emocjach, funkcjach ludzkiego ciała. Porozumiewanie się jest o tyle klarowne, o ile komunikujące się osoby są w stosunku do siebie życzliwe i stymulują je czyste intencje dociekania w rozmowie prawdy (tego, co faktycznie jest). Jeśli kryteria te są spełnione, nawiązana relacja może stać się fascynującą przygodą wspólnej twórczej aktywności. Czytaj dalej

Udostępnij to: